Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Latawiec

Rozlatałem się ostatnio. Nawet nie próbuję zaprzeczać. Prawie jak stewardessa. Prawie. Niedawno minął rok, odkąd mam przyjemność wsiadania na pokład samolotu jako ładunek drugiej kategorii, tudzież tzw. subload.

Moje doświadczenie jest dosyć skromne, zwłaszcza jeśli by je porównać z empirią mojego szefa, który w branży pracuje od dwudziestu lat, a jego kajecik, w którym skrupulatnie zapisuje kiedy i dokąd leciał, ma kilkadziesiąt stron i jest zapisany kratka w kratkę. Imponujące, a jakże pomocne w odtwarzaniu pamięci!?

Qatar Airways Airbus A330 w nowym malowaniu

 

Nie chcę, żeby wyszło, że narzekam, ale lista destynacji do których można bezproblemowo polecieć na weekend powoli się kurczy. Pozostają zwłaszcza te loty, które zwykle nie mają wolnego miejsca dla takiej mróweczki, jak ja.

Udało mi się być w kilku miejscach na Dalekim Wschodzie, zaliczenie stolic krajów Zatoki Perskiej prócz Arabii Saudyjskiej okazało się łatwiejsze niż myślałem (wycieczka do Arabii byłaby sportem ekstremalnym, więc na razie nie jest brana pod uwagę). Do zaliczenia całego Półwyspu Arabskiego z kolei pozostaje mi przepiękna ponoć stolica Jemenu – Sana - jest w planach, ale tylko tymczasowo brakuje odwagi.

Podsumowując – w ciągu ostatnich 13,5 miesięcy wylatywałem z Doha 21 razy, czyli średnio raz na 18 dni – chyba niezły wynik, lecz gdyby go porównać z tymi, którzy latają zawodowo, to oczywiście wypadam blado. Co się nie udało? – doświadczyć jednego z naszych kultowych Airbusów A300, które ostatnio już zostały wycofane z lotów pasażerskich na rzecz A330. Wraz z odejściem A300 podobno drastycznie zmalało prawdopodobieństwo doświadczenia awaryjnego lądowania z powodu zepsucia się jednego z silników (podobno nie ma czym się podniecać, hm…)

Marzy mi się z kolei lot nowiutkim boeingiem 777. Może spróbuję szczęścia na Bombaju, może w styczniu?

Bo marzenia jakieś trzeba mieć. A potem dążyć do ich spełnienia. Najwidoczniej na pustyni też jest to możliwe!! Powyższe dowodzi, że spełniać się mogą również marzenia drugoplanowe. O podróżowaniu po świecie. Prędzej czy później przyjdzie czas na zmianę bazy wypadowej. Ale chyba jeszcze nie teraz.
piątek, 16 stycznia 2009, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/01/20 08:16:58
Czytam i czytam ii ... cały czas zazdroszczę tych podróży po świecie.
-
Gość: noncek, *.cenega.pl
2009/01/20 12:58:42
Lataj zdrów!
Dobrze słyszeć (czytać), że ludziom spełniają się marzenia :)
-
Gość: agata, *.acn.waw.pl
2009/01/28 21:15:03
nooo, chyba kazdy zazdrosci tych podrozy !! No moze za wyjatkiem podrozy tym airbusem A300 - i cale szczescie, ze wycofali:)
-
Gość: Lena, 89.211.170.*
2009/04/08 14:59:32
300 były fajne. Na co drugim locie zarywały się schowki nad głowami pasażerów (po części też dlatego, że pracownicy naziemni Qatar Airways nie przykładają się do swojej pracy i wpuszczają 20kg bagaż podręczny na pokład), połowa lotów była opóźniona z przyczyn technicznych, klima nigdy nie działała (co w Katarze latem w czasie boardingu można było dostrzec gołym okiem, bo załoga wyglądała jak na konkursie "Miss mokrego podkoszulka") i co chwilę wyły jakieś alarmy, więc załoga nie wiedziała czy ewakuować czy to tylko trzysetka i jej humory. Miło powspominać...


Doha by day

Doha by night