Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Bezcennie w 2009

Nowy rok to zwykle okazja do podsumowań. Ja też się skuszę, choć łatwo nie będzie. Bo jak niby podsumować rok, w czasie którego pokonało się dystans odpowiadający połowie drogi z Ziemi na Księżyc. Żeby tę trudność lepiej zobrazować dodam, że liczba bezcennych doświadczeń spowodowała, że zostałem zmuszony wprowadzić podział na podkategorie, za które nie zapłaci się: a) standardową, b) złotą, c) platynową Mastercard.

Kategoria złotej karty Mastercard - Oman

Rok dobrze się zaczął, bo całkowicie spontanicznie udało mi się pierwszy raz w życiu (!) zawitać do Londynu - miasta, w którym chyba każdy Polak w moim wieku bywał (najwyraźniej oprócz mnie). Potem nastała faza powrotów – po to przecież w tym szaleńczym tempie podróżuję, żeby właśnie przekonać się, czy warto w dane miejsce wrócić. Bangkok. Bali i Jawa - pierwszy bodajże w dorosłym życiu urlop z prawdziwego zdarzenia – od początku do końca. Wspinaczka na wulkan Bromo o świcie. Tego się nie zapomina.

Dalej narty w Alpach z przystankiem w Hong Kongu w celu spożycia lokalnych specjalności kulinarnych. Przed-przedostatni w historii koncert Tiny Turner, na który dojechałem utęsknionym rowerem – w końcu miało to miejsce w Holandii.

Wielbład na drodze. Bezcenne!

I ponownie z kategorii Wielkie Powroty: Stambuł i Paryż (salon w Le Bourget podpadający jednak w kategorię Dopiero pierwszy raz?!). Wreszcie triumfalny powrót do Omanu – w końcu celem wyprawy było jego podbicie. I się udało. W dobrym towarzystwie wszystko się udaje. Najnudniejsza droga świata wedle Lonely Planet. Wyprzedzanie policyjnej terenówki przy prędkości o 48 km/h większej niż dozwolona wpada do szuflady pt. Co bym dał, żeby to powtórzyć?

Odkrycie źródła Nilu i oko w oko z obżartymi lwiątkami, wino w masajskiej lepiance – Warto przeżyć taka chwilę. Następnie bardzo spontaniczna podróż na Tajwan (Poproszę o więcej urlopu żeby tam wrócić jak najszybciej). Przez Japonię (Wielkie powroty). Przy okazji pojawił się pomysł oblecenia świata dookoła w pięć dni – już sam fakt, że na to wpadłem, należy uznać za coś bezcennego. Wszystko przede mną!

Kategoria platynowej karty Mastercard - Jezioro Wiktorii w Ugandzie

A na deser? – Jemen. Nawet tam wszystko się udało. Spacer - w towarzystwie miejscowych przyjaciół - po najciemniejszych zaułkach stolicy państwa, w którym wedle doniesień rządzi Al Kaida. Platynowa Mastercard. Czego chcieć więcej?

Co w 2010 roku? Plan jest ambitny. Czy uda się pokonać drugą połowę drogi na Księżyc? Wyprawa dokoła świata w pięć dni na pewno w tym pomoże (aha, ja tak na poważnie! Kto mnie nie zna, niech śledzi bloga w oczekiwaniu na dowody - ta wycieczka też będzie spontaniczna!).

Nie zamierzam ścigać się sam ze sobą. To byłoby bez sensu (i coraz trudniejsze). Będę ścigał się z szefową - w końcu to ona – jak to szefowa – mnie do tego motywuje!

Na Nowy Rok - szczęśliwych powrotów i spontaniczności wszystkim życzę!

niedziela, 10 stycznia 2010, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/10 09:02:16
Wszystko pięknie :) Wystarczy chcieć :D
-
Gość: Sylwia Mierzewska, *.gdynia.mm.pl
2010/01/15 09:43:25
Ale czad! Zazdroszcze tych wszystkich podróży... ale wszystko przede mna ;) Jak tylko dzieciaki podrosną to się zacznie;) Zycze zapału i mozliwosci w pokonywaniu kolejnych kilometrów... no i tej podrozy dookola świata!
-
Gość: Aguś, *.acn.waw.pl
2010/01/27 22:23:07
oj Whey!! ale Ty jestes zajebisty!! swietnie to opisales, jestem pod mega wrazeniem zarowno pisania jak i samych podrozy. No i trzymam kciuki za podroz dookola swiata, wiem, ze Ty to zrobisz, to tylko kwestia czasu!!!


Doha by day

Doha by night