Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Życie codzienne i nie tylko na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Filipiny

Pierwsze godziny po przylocie do tego wyspiarskiego kraju przyniosły kilka niespodzianek. Najpierw, gdy stałem w kolejce do kasy, punktualnie o 18, cały supermarket zamarł na 2-3 minuty, a z głośników popłynęło jakieś „przemówienie”. Zorientowałem się o co chodzi dopiero na koniec, tzn. w momencie, gdy ludzie wokół mnie zaczęli się żegnać. To była ogólnosklepowa modlitwa! Wnet zostałem uświadomiony, że oto jestem w kraju powszechnie katolickim, w którym religia ma większy wpływ na życie codzienne mieszkańców, niż w Polsce.

Następnie w (niedrogim) hotelu nieopodal lotniska mój błogi sen wielokrotnie przerywały głośne pukania do czyichś pokojów, okrzyki na korytarzu i recepcji oraz niekończące się trzaskanie drzwiami. Rano recepcjonistka wyjaśniła ze zdumiewającą szczerością: - Sorry, za dużo prostytutek.

Przypomniałem sobie, że nawet w najbardziej religijnych krajach znajdą się wyjątki wyznające moralność inaczej.

Tak zaczęła się moja przygoda z Filipinami. A co było potem? O tym już wkrótce!

Filipiny

niedziela, 04 grudnia 2011, wheyman

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night


Google-Pagerank.pl