Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Na rowerze w Seulu

Do listy miast, w których miałem przyjemność jeździć rowerem w tym roku dołączył właśnie Seul.

Akurat wypadał dzień wolny od pracy, więc tłumy Koreańczyków, młodszych i starszych, postanowiło aktywnie spędzić czas na powietrzu. Większość z nich poważnie podeszła do tematu i wyposażona w sportowe ubrania najnowszej generacji ruszyła spalać kalorie. Również i ja, zamiast zwiedzać pałace lub biegać po kawiarniach pod patronatem Hello Kitty, dołączyłem do nich w takie słoneczne popołudnie.

W mieście istnieje sieć wypożyczalni bezpłatnych, z pewnymi ograniczeniami, podobno głównie dla rezydentów. Zamiast wgłębiać się w ich zasady wybrałem jedną z wielu płatnych wypożyczalni wzdłuż ścieżki przy rzece (stacja metra Yeouinaru, 3000 won za pierwszą godzinę, 2000 won za każdą następną).

W sumie pokonałem ponad 50 km ścieżką biegnącą wzdłuż rzeki Han przecinającej stolicę Korei Płd. Choć nie mam wiedzy na temat ścieżek w innych częściach miasta lub ścisłym centrum, sama trasa nad rzeką zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wydaje się, że wszystko zostało zaplanowane i dobrze zgrane z otoczeniem. Ścieżka ciągnie się głównie wzdłuż autostrady, często pod nią, ale prawie nie odczuwa się obecności pojazdów, bo oddziela od nich szeroki pas zieleni. Słychać co najwyżej szum samochodów gdzieś w oddali. I - co chyba najważniejsze dla zapalonych rowerzystów czy wielbicieli jazdy na rolkach - jedzie się płynnie, bez przejść dla pieszych, świateł, czy konieczosci schodzenia z roweru. 
Dodatkowo wrażenie zrobiła na mnie doskonała infrastruktura piknikowo-rekreacyjna, której inne miasta nad rzeką (np. Warszawa) mogą pozazdrościć. Co kilka kilometrów, wzdłuż ścieżki, znajduje się park z ławeczkami, stolikami na piknik, oczywiście toalety, wodne źródełka z darmową pitną wodą.

Tu i ówdzie pojawia się także mały sklep typu 7 Eleven, dzięki któremu pikniku wcale nie trzeba planować i targać z domu. Sklepik sprzedaje gotowe dania do podgrzania. Ale gdzie je podgrzać?? W mikrofali wystawionej do użytku publicznego przed sklepem!! Tuż obok wystawiony jest duży czajnik z wodą, którą zalejemy … zupkę w proszku – jest w czym wybierać, bo takie zupki zajmują chyba połowę półek w sklepiku!

Nie ma w Korei lepszego sposobu na zwieńczenie takiego sympatycznego dnia jak skosztowanie kasztanowego makgeolli – orzeźwiającego wina ryżowego o mlecznej konsystencji.



Żaden dzień w Korei, czy to w ramach wycieczki weekendowej czy tylko przy okazji przesiadki, jak w tym przypadku, nie jest dniem straconym. Dokąd się przesiadałem i przed czym tam uciekałem napiszę wkrótce.

piątek, 02 października 2015, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night