Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Rozciągnęliśmy czasoprzestrzeń

Na Sylwestra 2015 wybraliśmy się ze znajomymi za granicę, samolotem! Dobrze jest zakończyć dobry rok w dobrym stylu, nieprawdaż?

Wyjazd miał taki logistyczny rozmach, że jego sukces zależał od szczęśliwego rozciągnięcia czasoprzestrzeni. Najwyraźniej inaczej się nie da, zresztą po co by próbować?

A więc po kolei. Mamy czwartek, 31 grudnia, imieniny obchodzą Melania i Sylwester.

W Katarze za chwilę rozpocznie się weekend …

15.00

Równo za dwie godziny odlatuje nasz samolot. Wybiegamy więc z pracy i gnamy … nie na lotnisko, bynajmniej!, lecz do domu, by się przebrać.

15.40

Dostaję wiadomość sms informującą, że boarding na mój rejs właśnie się zaczął. To dobry znak – dostałem miejsce – reszta przedsięwzięcia zależy już ode mnie. No właśnie - nadal jestem w domu, co prawda prawie gotowy do wyjścia, pomiędzy psiknięciami ekskluzywnych perfum (wszak jest Sylwester, ma być impreza, i to za granicą …). Spieszyć się nie muszę, bo reszta ekipy dopiero wychodzi z domu i ma mnie zgarnąć po drodze.

15.55

Odprawa na nasz rejs za chwilę oficjalnie się zakończy. Wciąż jestem pod domem, 15 km od lotniska, i wciąż czekam na transport.

16.02

Wesoły autobus ze współtowarzyszami podjeżdża. Humory ogólnie dopisują, choć wycieczka wisi na włosku. Już dawno powinniśmy być na lotnisku!

16.03

Lampka rezerwy paliwa! Się zapala!!! Kto by się tym przejmował? – na lotnisko dojedziemy, gorzej będzie w drodze powrotnej.

Jedziemy prawym pasem autostrady, wlekąc się za sznurem najwolniejszych pojazdów, nie więcej niż 75 km/godz - mimo, że limit wynosi 100 km/godz. Kierowcy się nie spieszy, sprawia wrażenie zakochanego we współpasażerce, z którą flirtuje całą drogę, że aż się nie da tego słuchać. Coraz mniej nadziei na to, że zdążymy, a na kolejnych rejsach może być problem z miejscami.

16.22

Nie poddajemy się. Decydujemy się zostawić auto na parkingu krótkoterminowym – tylko takie rozwiązanie daje nam cień szansy by zdążyć. Wbiegamy na terminal, każdy w swoim kierunku.

16.28

Udaje mi się wydrukować kartę pokładową w kiosku, inni mają mniej szczęścia, więc biegną do okienka. Jedna osoba musi jeszcze exit permit odebrać. Co takiego??!! To chyba jakiś żart!!!

Zostawiam ekipę z tyłu i w poczuciu obowiązku wbiegam do wolnocłówki (wszak jest Sylwester, ma być impreza …)

16.39

Spacerkiem udaję się do wyjścia B4. Reszta wycieczki wychodzi mi na spotkanie. Nikogo nie brakuje, nawet pani, która jeszcze kilka minut temu nie miała exit permitu. Cud jakiś! Z niedowierzaniem wchodzimy na pokład (jest z nami nawet butelka whisky!).

17.00

Odlatujemy o czasie. W sumie to dość nietypowe, w końcu to rejs do … No właśnie, dokąd?



środa, 06 stycznia 2016, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night