Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Jak przetrwać weekend na Malediwach?

Malediwy. Czas w takim raju, upływa dość przyjemnie, choć trudno to nazwać odpoczynkiem. Jak tu porządnie odpocząć, skoro co chwilę trzeba nakładać kremy na słońce?!

Odpowiedniej ochrony przed słońcem nauczyłem się po pierwszej wizycie na Malediwach, gdy w pochmurny dzień (!) słońce spaliło mi skórę … pod pachami! Jak do tego doszło wspominałem nawet niedawno na blogu.

Po wysmarowaniu kremami niewiele zostaje czasu i energii na inne aktywności.

Nawet kąpiel w oceanie staje się udręką – woda co prawda dość ciepła (choć nie dla wszystkich!), ale na dnie rafa koralowa, która kaleczy stopy, do tego wokół pływa mnóstwo ryb, które mienią się kolorami, że aż oczopląsu można dostać. A niektóre wręcz gryzą!!

Jakoś to wszystko przetrzymuję - dość mam dopiero drugiego dnia, gdy przychodzi mi uciekać przed gigantyczną płaszczką (metr szerokości!), która płynie wprost na mnie na płyciźnie niedaleko brzegu. Ledwie kilka godzin wcześniej dowiedziałem się od nurkowego instruktora, że płaszczek należy unikać …

Przeżyłem tylko dlatego, że usłyszałem ostrzegające mnie okrzyki przyjaciół, których początkowo w ogóle nie rozumiałem:

– Jaka płaszczka? Gdzie płynie?

- Wprost na ciebie płynie! Zejdź jej z drogi!!!

- Ja nie widzę żadnej płaszczki! Skąd mam wiedzieć dokąd uciekać jak jej nie widzę?

Teraz już wiem, że z daleka, będąc głową w wodzie, płaszczkę trudno zauważyć, bo jest … płaska. Z taką wiedzą mógłbym z powodzeniem startować w Jednym z Dziesięciu!

Po tym ataku adrenaliny przyszedł czas by ruszyć w drogę powrotną do katarskiej pustyni. Co za ulga - tam przynajmniej płaszczki mi nie grożą!

Minęło kilka lat, zmieniła się perspektywa. Przy aż dwóch rejsach dziennie (tylko 4 godz. lotu) da się spędzić sympatyczny weekend na którejś z rajskich wysp, z dala od wyklętej przez większość Doha.

Stwierdzam, że taki szybki wypad dobrze człowiekowi robi - mimo wszystkich niedogodności (włącznie z koniecznością nakładania kremu na słońce i atakującymi płaszczkami-ludojadami). I z przyjemnością wrócę tam prędzej niż za kolejne siedem lat.

 



poniedziałek, 15 lutego 2016, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night