Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Malediwy odkryte na nowo

Czwartkowe popołudnie w pracy. A ja nadal bez pomysłu na weekend?

Koleżanka z pracy proponuje, bym do niej dołączył – wybiera się na trzy dni na Malediwy. Trzech dni nie mam, ale może sam weekend? Przekonuje mnie tym, że będzie to jej czternasta wycieczka w to samo miejsce w ciągu pięciu lat. Niemal jednocześnie inna koleżanka proponuje to samo koleżance pierwszej. Jest już nas trójka. Będzie raźniej!

W takiej sytuacji grzechem byłoby nie dać temu malowniczemu archipelagowi drugiej szansy - pamiętam, że po pierwszej wizycie nie zamierzałem tam wracać zbyt prędko. Na Malediwach nie byłem od siedmu lat, więc w sumie dotrzymałem słowa … Jak się do tego przyznałem, to znajomi kręcili głowami z niedowierzania, lecz moja lotnicza statystyka nie kłamie.

Mam gdzie spać, bo dziewczyny już wcześniej porobiły rezerwacje, więc teraz czas pomyśleć o bilecie lotniczym. I o obłożeniu rejsów: raczej bezstresowo, zwłaszcza – co najważniejsze - na powrocie w sobotę wieczorem. Jest ok. 15 pracowników „zalistowanych”. Zerkam więc z ciekawości na listę – może jeszcze jacyś inni znajomi?

Ależ oczywiście! Tego znam, i tego, i tego! I tą z tym!! Ostatecznie znam 10 osób! To solidna ekipa: Czeszka, Łotyszka, Belg, Malezyjka, i wreszcie polska mafia (w tym państwo Polakowscy).  Po wylądowaniu, poza kolegą z działu, który podróżuje z żoną i dzieckiem, wszyscy się integrują w oczekiwaniu na hotelową łódkę. Oczywiście, że czekamy na tę samą łódkę, bo wybieramy się do tego samego hotelu – Meeru!

Hotel-wyspa Meeru jest jak instytucja. Wydaje się, że byli tam wszyscy z biura oprócz mnie. Niektórzy naście razy!

Skąd takie upodobanie wśród naszych pracowników do Meeru? Dostajemy tam najlepsze stawki, nie wymaga się płatności z góry (co jest kluczowe gdy lata się bez gwarancji miejsca), nie każą słono płacić za łódkę z/na lotnisko i w miarę dostępności dostajemy wille o podwyższonym standardzie. Nic dziwnego, że niektórzy bywają tam na tyle często, że w momencie ponownego przyjazdu witani są przez personel w szczególny sposób!

– Hello! Welcome back! – skierowane do mojej towarzyszki, słyszę aż do znudzenia wysiadając z łódki, przechodząc przez recepcję oraz w restauracji! Bycie w takim towarzystwie popłaca – dostajemy wszyscy zaproszenie na ekskluzywne przyjęcie koktajlowe dla stałych gości na plaży. Kto by odmówił spędzenia zimowego wieczora w taki sposób?

W kolejnym wpisie będzie o tym, jak udało mi się taki krótki wyjazd na Malediwy przetrwać.



wtorek, 09 lutego 2016, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night