Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

5 porad na udane podróże na standby

Praca w liniach lotniczych może być pasją samą w sobie, a po dodaniu przywilejów w postaci biletów pracowniczych dla wielu staje się wręcz sposobem na życie. Któż nie marzył o dalekich podróżach po świecie, choćby w dzieciństwie?

Dla wielu osób sama możliwość kupienia biletu zniżkowego to zwykle klucz do spełniania marzeń, a przydzielone miejsce z listy standby jest jak wygranie na loterii. Nie jest to jednak loteria dla każdego – poznałem wiele osób, które szybko się zniechęciły. Gdy planujesz podróż na standby przygotuj się m.in. na:

  • niepewność (oczekiwanie na miejsce aż do ostatniej chwili);
  • niewygodne przesiadki (bezpośrednie rejsy nie zawsze mają wolne miejsca);
  • dziwaczne z pozoru wymagania (schludny ubiór i wygląd nie idą w parze z wakacjami).

 

Bez odpowiedniego podejścia każda podróż na standby może stać się koszmarem. Znalazłem na to sposób. Po wielu latach doświadczania tego wspaniałego przywileju (ponad 750 lotów na standby oraz 43 nieudane próby) uważam, że standby to nie tylko sposób na podróże. Standby to stan umysłu, który takie podróże wspiera.

Oto zasady, dzięki którym przywilej zniżkowych biletów dał mi niezapomniane 10 lat podróży - zawsze spontanicznych, prawie zawsze zbyt krótkich, często szalonych, a czasami wręcz nieracjonalnych. Była to największa przygoda życia!

 

1. Check: Bądź poinformowany

Odnotuj szczegóły swoich lotów, zwłaszcza godziny odlotów. Podróż na standby jest często jak „życie na krawędzi”, więc błędna informacja może dużo kosztować. Pięć minut może zrobić dużą różnicę gdybyś miał się spóźnić do odprawy. Inne przydatne informacje to numer terminala, a także rodzaj samolotu. Podróżom towarzyszy zmęczenie, a w takich warunkach łatwo przeoczyć ostrzegawcze sygnały z otoczenia lub po prostu się zagapić. Założę się, że znasz co najmniej jedną osobę, której to się przytrafiło. Strefy czasowe to dodatkowe utrudnienie. Jeśli nie chcesz polegać na własnej pamięci i skomplikowanych obliczeniach skorzystaj z kalendarzowych aplikacji (np. Kalendarz Google), które nie tylko zapamiętają w twoim imieniu wszystkie krytyczne szczegóły, lecz również uwzględnią zmiany czasu.

 

2. Cross-check: upewnij się co mówi twój bilet i karta pokładowa

W lotnictwie wiele procedur wymaga tzw. „cross-checków”, czyli podwójnego sprawdzania. Warto je stosować również w życiu osobistym. Czasem sytuacja wymusza na nas kupienie biletu w pośpiechu, może nawet pod wpływem emocji lub stresu. Łatwo tu o pomyłkę. Pamiętaj, by przeczytać wszystkie krytyczne szczegóły: datę, przewoźnika, skąd masz lecieć i dokąd, a także imię i nazwisko pasażera. Czy zgodne są z tym czego się spodziewasz? Warto to zrobić zanim będzie za późno na ewentualną korektę.

Przekonałem się o tym osobiście w trakcie przesiadki pewnego ranka we Wiedniu. Miałem lecieć do Krakowa i ku mojej uciesze od razu dostałem potwierdzone miejsce. Ponad 2 godz. później w czasie boardingu moja karta pokładowa nieprzyjemnie zapiszczała po przeskanowaniu. Agent grzecznie zwrócił mi uwagę, że wejście na „mój rejs do Warszawy” rozpocznie się za chwilę na stanowisku obok! Błąd, dotąd niewyobrażalny, był oczywiście po mojej stronie i popełniłem go już przy kupowaniu biletu! Niestety, nawet mając mnóstwo czasu (ani po kupieniu biletu, ani tym bardziej po dostaniu karty pokładowej!), nie wykorzystałem żadnej szansy na sprawdzenie, czy wszystko się zgadza, przez co wylądowałem w Warszawie zamiast w Krakowie!

Innym razem, w trakcie boardingu w Doha, zauważyłem, że jegomościowi stojącemu w kolejce przede mną właśnie przyznano upgrade i wręczono kartę pokładową z … moim imieniem! Asertywne zakomunikowanie mu tego było wyzwaniem, które bezzwłocznie podjąłem – gra była tego warta!

 

 

3. Pakuj się lekko i wygodnie

Za stosowanie się do tej rady podziękują ci plecy i umysł. Poczujesz się lżej, zamiast martwić się o targany dobytek. Unikaj nadawania walizek – to często czynnik decydujący o tym czy się zabierzesz na rejs. Agentowi przy odprawie nie tylko zależy na przyznaniu ci miejsca (jeśli tylko się znajdzie), ale także na punktualnym wylocie danego rejsu. W niektórych sytuacjach na nadawanie walizek jest po prostu za późno. Bagaż będzie tym większym ciężarem, gdy masz przesiadkę (planowaną lub nie). Skoro i tak zdroworozsądkowo przygotowujesz się na wypadek jego zagubienia (awaryjne kosmetyki i ciuchy w podręcznym), to jaki jest w ogóle sens zabierania dużego bagażu z domu?

Wygoda też ma znaczenie. Tu wspominam wyjazd z przyjaciółmi na Perhentiany (Malezja) – umówiliśmy się, że wyjazd będzie miał koncepcję „backpackerską”, więc każdy spakował się do małej walizeczki na kółkach. Jakież było zdziwienie osoby spoza branży, która do nas dołączała!  Nie po to wynaleziono koło, aby z niego nie korzystać. Bieganie po terminalach lotniskowych z małą walizką na kółkach jest po prostu łatwiejsze niż z plecakiem średniej wielkości.

Pamiętam też, jak bez wygodnego (w bieganiu) bagażu podręcznego nie miałbym szans w niejednej podbramkowej sytuacji, np. gdy na starym lotnisku w Doha wręczono mi kartę pokładową na rejs do Warszawy na 23 min. przed odlotem (czyli 3 min. przed zamknięciem wyjścia!). Zdążyłem, ale tylko biegiem.


4. Ćwicz cierpliwość

Nie poddawaj się – przynajmniej, dopóki szanse nie spadną do absolutnego zera. Tu oznacza to czekanie na cud nawet do momentu zamknięcia drzwi w samolocie. Okazując cierpliwość dajesz cudom szansę, by się wydarzyły. Przecież bez nich podróże na standby nie byłyby tak magiczne.

Gdy wracałem z SYD do DOH niespodziewanie, już na pół godz. przed zamknięciem odprawy, poinformowano wszystkich oczekujących, że nie mają szans na miejsce. Większość natychmiast wróciła zrezygnowana do domu. Tymczasem ja nie zamierzałem się poddawać – nie miałem nic do stracenia. Cierpliwie czekaliśmy (trzy pełne optymizmu osoby), podczas gdy lotnisko ze względu na późną porę zaczęło się wyludniać – wokół nas było coraz ciszej, nawet niektórzy agenci z naszego rejsu już opuścili stanowiska. Kwadrans po zamknięciu odprawy, czyli 45 min przed rozkładowym odlotem, w tej niezwykłej ciszy, wśród obsługi pojawiło się poruszenie, którego tak bardzo wyczekiwałem - nagle agenci zaczęli nas wywoływać do odebrania kart pokładowych. Nasza cierpliwość została nagrodzona. Od zajęcia wymodlonego miejsca w samolocie dzieliła nas tylko przebieżka przez terminal. Bułka z masłem! Z moim doświadczeniem ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że tak to się skończy!

 Gdy samolot odlatuje bez ciebie - rozchmurz się i zrób zdjęcie. Jak często możesz obserwować odlot twojego rejsu z takiej perspektywy?

 

5. Nastaw się optymistycznie i dorzuć szczyptę realizmu

Optymizm niewiele kosztuje. Warto jednak być gotowym na inne opcje, a w zasadzie na wszystko. Co będzie moim pierwszym krokiem, gdy sytuacja się wykolei? Naładowany telefon to absolutne minimum - gotowy do użycia, gdy konieczne jest wprowadzenie w życie planu B (zamiast liczyć na doładowanie w samolocie, zrób to przed wyjściem z domu/hotelu). Ileż to razy wbiegałem w ostatniej chwili na lotnisko by się odprawić i agent nie mógł odnaleźć mojej rezerwacji?! To chyba oczywiste, że numer biletu miałem przezornie zapisany w telefonie, by w razie potrzeby go przedstawić? Gdy pozostawało 5 min. do zamknięcia odprawy, nie byłoby czasu na szukanie gniazdek i kabelka, by uruchomić rozładowany telefon. W podróżach na standby zdarza się wiele niespodzianek. Szczypta realizmu i niebranie wszystkiego za pewnik pomaga się na nie przygotować.

Bilety pracownicze wywołują skrajne emocje. Jedni je uwielbiają, inni nienawidzą. Jeśli jesteś w drugiej grupie, dzięki tym poradom twoje podróże na standby mają szansę stać się mniej uciążliwe. Jeśli czujesz niedosyt to zapraszam na drugą część – jak pokochać podróże na standby - dla zaawansowanych. Już wkrótce.

piątek, 09 marca 2018, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night