Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
Blog > Komentarze do wpisu

Jak podróżować na standby - dla zaawansowanych

Taryfa serwis? Bilet pracowniczy potwierdzony lub bilet pracowniczy bez prawa do potwierdzonego miejsca? Zerówki? ID90? ID50? ZED? PP90? Buddy pass? Subload?

Jeśli te terminy wyglądają znajomo, najpewniej należysz do grupy użytkowników przywilejów pracowniczych w liniach lotniczych. Po opanowaniu podstaw w podróżowaniu na standby, czas na porady dla zaawansowanych. Dzięki nim masz szansę, jak ja, pokochać podróże na standby.

1. Adaptuj marzenia do rzeczywistości

Z biletami zniżkowymi podróżowanie po świecie staje się tak proste, że marzenia same mogą się spełniać … Czasem trzeba im w tym jednak pomóc. Zacznij od zdefiniowania – co w danym marzeniu jest dla ciebie najważniejsze? Na jakie ustępstwa możesz pójść? Jakie są alternatywy?

Zamiast marzyć (jak miliony ludzi na tej planecie) o obejrzeniu na żywo ten jedyny raz legendarnego pokazu fajerwerków w Sydney w ostatni dzień roku, wolałem odwiedzić to niezwykłe miasto wiele razy, lecz o innych porach roku. W Sydney, podobnie jak w wielu innych miejscach, można się zakochać poza sezonem turystycznym - nawet jesienią czy zimą. Rzeczywiście czasem może być deszczowo, ale ogólnie pogoda jest wtedy idealna na rower i spacery – wolę to, niż 40-stopniowe upały w styczniu. Szanse na miejsce ze standby też są wtedy większe.

2. Chwytaj okazje

Nie odkładaj planów i marzeń na za tydzień, jeśli jest cień szansy, że zrealizujesz je już dziś. Wsłuchaj się w intuicję, zamiast analizować wszystkie za i przeciw. Jeśli nie ma poważnych przeciwwskazań do wyjazdu - leć!

Wiele razy na blogu wspominałem o spontaniczności moich podróży – rzeczywiście takie podejście było kluczem do sukcesu. Szczytem spontaniczności była dla mnie decyzja o wyjeździe na 55 minut przed odlotem (dodam, że wtedy byłem w domu w piżamie!). Nie zawsze jednak musi być tak ekstremalnie - przykładem niech będzie mój ostatni wypad do Seulu - doszedł do skutku tylko dlatego, że intuicja mi podpowiedziała, by go nie odkładać. Istniało duże ryzyko niezabrania się na wylocie z Doha. Rozważałem odłożenie wycieczki o tydzień, bo prognozy obłożenia były wtedy przychylniejsze. Na szczęście posłuchałem intuicji i postanowiłem spróbować. Jakimś cudem znalazło się dla mnie miejsce, i to obok znajomych, których nie widziałem od lat. Gdybym obstawiał moje szanse na następny weekend lub kolejne, o wyjeździe do Seulu mógłbym w ogóle zapomnieć – jak łatwo się domyślić, początkowo przychylna moim planom prognoza rozminęła się z rzeczywistością.

3. Bądź elastyczny w swoich planach

Twoje plany mogą zostać pokrzyżowane – zaadaptuj się do nich, zamiast się im opierać. To może być najtrudniejsze do wprowadzenia w życie – w naszych marzeniach o podróżach naturalnie zawieramy wiele szczegółów. Realizacja wszystkich może okazać się niemożliwa. Adaptacja do zastanych warunków jest często najlepszą - jeśli nie jedyną - strategią. Nauczyłem się tego pomocnego podejścia dość wcześnie w moich podróżach – przy okazji wycieczki do Singapuru. Gdy na lotnisku okazało się, że dostanie miejsc na rejs bezpośredni okazało się niemożliwe, natychmiast postawiłem na najbliższą dostępną alternatywę i wkrótce wylądowałem w Kuala Lumpur. Adaptując się do sytuacji, przez kilka dni zwiedzałem największe miasto Malezji – zamiast Singapuru, samotnie – zamiast z przyjaciółmi, spontanicznie – zamiast wedle planu. Do Singapuru i przyjaciół dojechałem po kilku dniach autobusem. Dzięki elastyczności upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu.

4. Biegnij

Nawet jeśli wydaje ci się, że nie zdążysz. Biegnąc, zwiększasz swoje szanse! Gdy będziesz zasapany, łatwiej będzie agentowi uwierzyć w twoją historię i być może potraktuje cię wyjątkowo. Agenci są przyzwyczajeni do dziwnych historii życiowych, którymi ludzie usprawiedliwiają swoje spóźnienia na rejs, jednak tylko mała garstka z nich jest wiarygodna. Do zasapania dodaj pozytywną energię i uśmiech na twarzy. Nic to nie kosztuje.

5. Nie przesadzaj z analizą sytuacji

Co tu analizować? Aż do wylotu, rejs pusty może się wypełnić, a na rejsie pełnym może znienacka pojawić się sto wolnych miejsc. Lista czynników wpływających na to, czy się zabierzesz, jest bardzo długa. Co ciekawe, każdy z nich może działać na twoją korzyść lub niekorzyść. Zamiana samolotu, z mniejszego na większy, z większego na mniejszy? Przesiadający się pasażerowie, którzy z powodu opóźnienia zwalniają miejsca na jednym rejsie i są przerzucani na kolejny? Duża rodzina lub grupa decydująca się nie lecieć bez brakującej osoby (np. przypadek medyczny, odmowa wstępu na pokład, itp.).

Albo overbooking? W mojej karierze wiele razy overbooking na jednym rejsie powodował, że pasażerowie byli przerzucani na pustszy rejs, w który celowałem i miejsca po prostu znikały w mgnieniu oka. Jednak w innych sytuacjach, na przekór, nawet overbooking działał na moją korzyść. Na wypełnionym ponad miarę rejsie pojawiały się miejsca, których mogłem się nie spodziewać. Istotą overbookingu jest przewidzenie, ilu pasażerów nie zjawi się do odprawy. Jak to bywa z prognozami - zdarzają się błędy, w jedną lub drugą stronę. Weźmy przykład rejsów z Bliskiego Wschodu do Hong Kongu – na nich standardem jest sprzedawanie 10-15 proc. biletów więcej niż miejsc. Wystarczy, że nie zjawi się 1-2 p. proc. więcej niż się spodziewano i na rejsie, na który od dawna nie dało się kupić nawet najdroższego biletu pełnopłatnego, pojawiają się wolne miejsca dla pasażerów z biletem bez gwarancji miejsca. Jedni widzą w tym cud, inni – zbieg okoliczności o określonym prawdopodobieństwie.

Przesadna analiza rezerwacji pracowniczych też może niepotrzebnie namieszać w głowach. Gdy planowaliśmy grupowy wyjazd na Maledywy, kilka osób poddało się po analizie swoich szans – było ponad 80 (!) rezerwacji pracowniczych i tylko garstka wolnych miejsc. Mimo to, miejsca dostali wszyscy, którzy pofatygowali się na lotnisko. Cała reszta albo została w domu (bo uwierzyła, że sytuacja jest beznadziejna), albo zabrała się preferowanym rejsem (np. do Kolombo na Sri Lance - MLE było dla nich tylko „planem B”, z którego nie musieli korzystać).

6. Podejmuj ryzyko. Uwierz w cuda

Skoro dostanie miejsca ze standby zależy od tak wielu czynników, po prosto warto ryzykować. Większość lotów jest pełnych z założenia – przecież dzięki temu połączenia lotnicze mają szanse istnieć. Po podsumowaniu 10 lat moich podróży na standby okazało się, że aż połowa wszystkich moich rejsów miała co najmniej 90 proc. obłożenia, a co piąty był wypełniony w 100 proc.! Co by się stało, gdybym postanowił unikać najbardziej obłożonych rejsów? Z pewnością nie doleciałbym tak daleko. Zwłaszcza między GDN a MUC, gdzie aż w 80% przypadków moje rejsy były prawie pełne, a na co trzecim „cudem” dostawałem ostatnie miejsce!

Akceptacja z listy standby to jak najlepszy zastrzyk hormonalny. Podejmując ryzyko, dajesz sobie szansę. Otwierasz się na euforyczną przygodę, o której pasjonaci potrafią rozmawiać godzinami - można się od niej uzależnić…

7. Unikaj tłumów. Nie zważaj na pogodę.

Zupełnie jak z prognozą obłożenia samolotów, przewidywanie pogody nie zawsze jest dokładne. Gdyby się nim kierować, liczba destynacji do wyboru zmalałaby blisko zera. Ponadto, popytem w lotnictwie rządzi sezonowość – najlepsza pogoda przyciąga najwięcej ludzi (wysoki sezon). Oznacza to niemożliwie wysokie obłożenie na rejsach, a także wyższe koszty pobytu. W moich podróżach, zamiast przejmować się ryzykiem deszczu, staram się wybierać termin, w którym mam szansę na miejsce w samolocie. Bez takiego podejścia nie odkryłbym, że Maledywy czy Bali w sezonie deszczowym mogą być równie piękne (i tanie!); tropikalne ulewy też można pokochać – są niezwykle orzeźwiające.

Tę sezonowość moich podróży widać na wykresie – poza grudniem najbardziej intensywny w podróże był dla mnie maj (niski sezon), a najmniej latałem w sierpniu (wysoki sezon dla przewoźników bliskowschodnich).

8. Komunikuj się efektywnie

Zacznij od uśmiechu nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Nie jest to łatwe, lecz uśmiech może tylko pomóc. Warto pamiętać, że większość agentów przy odprawie naprawdę jest pomocna i robi wszystko co w ich mocy, by znaleźć miejsce dla ciebie. Przynajmniej do momentu, w którym puszczą ci nerwy…

Nie potrafię doliczyć się sytuacji, w których pojawiał się albo problem z moim biletem, albo listingiem, o braku miejsc nie wspominając. Za każdym razem traktowałem te sytuacje jak ćwiczenia z efektywnej komunikacji. W wielu - z pozoru beznadziejnych - okolicznościach naprawdę da się znaleźć zadowalające rozwiązania. Nawet gdy się krąży jak zaginiony atom po błędnym kole procedur idealnej skądinąd Lufthansy. Przydarzyło mi się to, gdy podróżowałem na moim ostatnim bilecie ZEDowym.

Wedle infolinii, w mojej sytuacji (zmiana daty listingu) pomóc mogli tylko agenci na lotnisku. Stawiam się więc na lotnisku i czekam na werdykt. - Nie da się, nie mają uprawnień w systemie. Wyjaśniam sytuację, dodając nutkę optymizmu. Odsyłają mnie na błędne koło do kroku, przez który próbowałem przejść od tygodnia. Doprecyzowuję szczegóły mojej sytuacji i podkreślam, że wierzę w ich zdolności. Szukają rozwiązania w systemie, ale bezskutecznie. Czekam, choć nie wiem jeszcze na co. Cóż mam innego do roboty o 5 rano na gdańskim lotnisku? Widzą, że się nie poddaję. Obiecują, że skonsultują sytuację z lokalnym szefostwem. Wkrótce okazuje się, że systemu i procedur Lufthansy nawet szefostwo nie może złamać. Sytuacja jest tak beznadziejna, że po prostu czekam na cud. Już nie proszę o nic - to oni proszą, bym nie miał nadziei, gdy z własnej inicjatywy dzwonią w mojej sprawie do centrali. To najdłuższe 10 min. mojego życia. Oczywiście, że się udało. Przydały się umiejętności komunikacyjne, cierpliwość i odrobina szczęścia, by trafić na obrotnego pracownika, który z empatią podszedł do sytuacji i po prostu dokonał niemożliwego, poświęcając mojej sprawie prawie pół godz.!

9. Bądź produktywny w podróży

Przygotuj się na oczekiwanie. Podróże zajmują dużo czasu, tym bardziej, jeśli stają się stylem życia - sposobem na spędzenie każdego weekendu w innym miejscu dzięki biletom standby. To nie tylko czas spędzony w samolocie czy w autobusie na lotnisko, lecz także w kolejce do paszportów czy wielogodzinne oczekiwanie na przesiadkę. Przy odpowiednim podejściu wcale nie będzie to czas stracony. Oczywistość? Moje podejście idzie o krok dalej – książka nie jest dla mnie sposobem na zabicie nudy w samolocie czy w terminalu. Przeczytanie rozdziału lub nauka słówek w podróży jest dla mnie celem równie ważnym jak sam wyjazd. Podobnie jak inspirująca rozmowa z towarzyszem podróży lub nieznajomym, na którą w innych okolicznościach nie byłoby czasu, ani przestrzeni. Oczekując na kartę pokładową wolę skupić się na „tu i teraz” zamiast wpatrywać się w ekran telefonu pokazujący status mojego rejsu i znikające wolne miejsca (lub inne głupoty). Oczekiwanie to przecież doskonała okazja do medytacji.

Podróż jest magiczną czasoprzestrzenią, w której mamy okazję oderwać się od codziennych zajęć i skupić na tym, czego w zabieganej codzienności czasami brakuje. Wykorzystaj ją jak najlepiej.

10. Zamień sztampę na unikalne doświadczenia

Miej odwagę, by definiować marzenia dla siebie, pod siebie, a nie innych. Zamień sztampę na unikalne doświadczenia, które na zawsze zapadną w pamięć. Realizowanie własnych marzeń daje większą satysfakcję niż odhaczanie kolejno pozycji sugerowanych przez magazyny podróżnicze.

Zgodnie z koncepcją zaprezentowaną przez Simona Sineka, najlepiej jest „zaczynać od DLACZEGO”. W mojej filozofii ważniejsza jest inspiracja do marzeń niż marzenia bez inspiracji. Na przestrzeni lat moje marzenia ewoluowały, a niektóre wręcz wyparowały, np. wejście na szczyt Kilimandżaro (zrozumiałem, że wrzuciłem je na listę marzeń z chęci dorównania innym, co w pewnym momencie straciło na znaczeniu). Podglądanie goryli w rwandyjskiej dżungli nigdy na moją listę marzeń nie trafiło, podobnie jak pływanie z rekinami (ludojadami czy nie). Po prostu nie są w obszarze moich zainteresowań (choć to gorący temat wśród globtroterów).

Gdy skakałem między wyspami Pacyfiku na pokładzie legendarnego rejsu CO957, moim celem były nie tylko wrażenia zmysłowe (np. widoki), lecz także obserwacja, jak taki lot-tramwaj łączy odległe społeczności ze sobą i ze światem. Z kolei inspiracją do niedawnego przelotu nad Południowym Pacyfikiem była podróż do przeszłości, odzyskanie utraconego dnia oraz przetestowanie ciała pod kątem ekstremalnych zmian stref czasowych.

Każdy z nas ma swoje unikalne motywacje. Wsłuchaj się w nie i zamień sztampę na unikalne doświadczenia.

 

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. (Mark Twain)

Praca w liniach lotniczych oraz podróże w trybie standby były dla mnie przygodą życia pełną wrażeń i niezastąpionym źródłem adrenaliny. Dzięki temu unikalnemu podejściu moje marzenia spełniały się jedno po drugim, jak na taśmie produkcyjnej, nierzadko niezauważone... Korzystałem z tego przywileju zgodnie z sugestią Marka Twaina.

P.S. Wpis zawiera osobiste opinie autora. Za konsekwencje stosowania się do nich autor nie odpowiada. Przed bezrefleksyjnym wcieleniem powyższych porad w życie (które jest bezpłatne), autor gorąco poleca uważne skonsultowanie z ostatnim punktem („Zamień sztampę …”).



niedziela, 11 marca 2018, wheyman

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:


Doha by day

Doha by night