Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
niedziela, 30 lipca 2017

W jednej z dzielnic Maskatu (Oman) jest knajpa, w której gościłem przy okazji każdej wizyty w tym mieście. W ciągu ostatnich dziesięciu lat doliczyłem się ich aż siedemnaście dziewiętnaście, choć odbywały się z różną częstotliwością. Mam na myśli legendarną dla wielu Kargeen Cafe - restauracjo-kawiarnię, a w zasadzie cały kompleks knajpiany. Idealne miejsce na kolację i relaks przy sziszy, sprawdzało się dla mnie zwłaszcza w drodze na lotnisko. Miejsce to polecam niezmiennie od lat wszystkim wybierającym się do Maskatu. Ci, którzy z mojej rekomendacji skorzystali, po powrocie są mi za nią nadwyraz wdzięczni.

W Kargeen Cafe pracuje co najmniej dwóch kelnerów, których kojarzę już od wielu lat. Przy ostatniej wizycie jeden z nich, przechodząc koło stolika, rozpoznał moją twarz, co potwierdził sympatycznym skinięciem głowy. Poruszyło mnie to. Jeśli kelner rozpoznaje mnie w restauracji w kraju, w którym nigdy nie mieszkałem, to jest to co najmniej symboliczne.



Fot. Jaem Prueangwet

Uświadomiłem sobie, że podobnych punktów mam na świecie kilka. Ulubiony optyk w Kuala Lumpur (nie ma sobie równych) plus restauracja Tg’s Nasi Kandar (tamże). Jeden z barów w dzielnicy Itaewon w Seulu. Albo wypożyczalnia rowerów w Melbourne. We wszystkich tych miejscach jestem rozpoznawany przez pracowników z daleka. Należy tu również wspomnieć o niezwykle pomocnych i serdecznych pracownikach naziemnych Qatar Airways w Warszawie.

Częste podróże nauczyły mnie czuć się dobrze w każdym miejscu na świecie. Mimo „kosmopolitycznego” życia miło jest mieć takie miejsca, które można nazwać swoimi, do których z przyjemnością się wraca. Daje to poczucie przynależności, czyli jedną z podstawowych potrzeb człowieka.

Aż miło się robi na duszy. Bardzo miło ...

Fot. Jaem Prueangwet

niedziela, 16 lipca 2017

Doha rozpieszcza ludzi, nawet w czasie kryzysu.

- Nie zdążę do fryzjera! – skomentowała przedstawicielka Polonii na wieść o tym, że jej rejs z Doha do Warszawy może lądować z kilkugodzinnym opóźnieniem z powodu blokady przestrzeni powietrznej.

W tym kontekście czuję się upoważniony, by powrócić do tematu rozpieszczania, mimo trwającego od ponad miesiąca „kryzysu”. Temat pojawił się w mojej głowie już przy okazji opisu przygody z lotniskowymi autobusami w Doha. Od dłuższego czasu bowiem obserwuję siebie i innych w Katarze i stwierdzam, że życie nas tutaj rozpieszcza, aż do nieprzyzwoitości.

Myślę, że wiele z tych obserwacji dotyczy również innych krajów nad Zatoką Perską. Wygoda, a czasem nawet i wygodnictwo są tu powszechne. Od wielu lat wszędzie poruszamy się własnymi samochodami, ewentualnie taksówkami. O przemieszczaniu się piechotą, nawet na mniejsze odległości, prawie się nie słyszy, a sugerowanie tego może się skończyć uznaniem za wariata. Taka postawa jest tu tak oczywista i powszechnie akceptowana, że prawie nikt nie kwapi się, by choć poszukać jakiejś wymówki.

Mój przyjaciel od ponad roku jeździ do pracy rowerem lub autobusem - pogoda lub warunki na drodze go nie zniechęcają. Nierzadko ma na sobie elegancką marynarkę ... W Kopenhadze, a może nawet i ostatnio w Warszawie, byłoby to zupełnie normalne. Ale nie tutaj. Na jego widok ludzie do dziś otwierają oczy ze zdziwienia, nawet mi się zdarza wpadać w te pułapkę.

- Ten znowu na rowerze. Jeszcze mu się nie znudziło?!

Wśród krytykujących są nie tylko "wygodnisie", lecz również osoby, które na wakacjach gonią przygodę za przygodą (w tym ja...) i wszelkie niewygody im niestraszne. Tyle, że poza Doha...

Jak to jest, że dopiero w trakcie podróży jesteśmy bardziej skłonni do wychodzenia poza strefę osobistego komfortu i stawiania czoła trudnym sytuacjom i potencjalnym niewygodom? Podróżowanie w nieznane i egzotyczne miejsca to przecież dla ekspatów w Katarze chleb powszedni.

Zwiedzamy obce miasta na piechotę, ewentualnie z pomocą autobusu lub metra (nie znam nikogo, kto by korzystał z taksówek w Paryżu, Londynie czy Tokio). Smażymy się na plaży tu i tam i wcale nie narzekamy, że jest za gorąco … W obliczu trudnych sytuacji podciągamy rękawy i szukamy rozwiązania. Wyszukujemy informacje w Internecie, podpytujemy znajomych lub po prostu prosimy obcych ludzi na ulicy o wskazówki. Większość z nas ma taką umiejętność we krwi.

Jednak gdy przychodzi do rozwiązywania podobnych sytuacji w Katarze nasz repertuar rozwiązań gwałtownie się kurczy. Do dziś nie mogę uwierzyć w to, jak męczyłem się próbując znaleźć informacje o autobusach lotniskowych w Doha (pisałem o tym niedawno). Choć z ostatecznego rozwiązania jestem dumny to nie mogę się nadziwić, że dotarcie do niego zajęło mi kilka tygodni. Ileż to razy w międzyczasie byłem gotowy się poddać?! Ten sam ja, który za granicą szuka każdej sposobności by przejechać się komunikacją miejską i poczuć się jak „lokals”!

Kto by sobie zawracał głowę autobusami w Doha, skoro są taksówki, które są tylko 10-20 razy droższe?! A wystarczyło sięgnąć po telefon i zadzwonić na informację…

Reakcja na moje poprzednie autobusowe wpisy sugeruje, że takich jak ja traktuje się tutaj jak ewenement, trochę jak małpę w zoo (nie twierdzę skądinąd, że tak to nie wygląda). Niektórzy potwierdzają, że słyszeli o innych entuzjastach autobusów podobnych do mnie, lecz na tym zwykle się kończy. Zdaje się to tylko potwierdzać moją tezę o rozpieszczeniu.

Natknąłem się ostatnio na takie stwierdzenie: bogaty kraj to nie taki, w którym biedota porusza się limuzynami, lecz taki, w którym najbogatsi korzystają z komunikacji publicznej. Można nie widzieć w naszym „rozpieszczeniu” niczego złego, ale w tym kontekście jest to co najmniej nurtujące …



poniedziałek, 05 czerwca 2017

Następny wpis miał być o tym, jak życie w Doha nas rozpieszcza, a tu nagle człowiek budzi się rano w zupełnie nowej rzeczywistości.

Kryzys w Zatoce Perskiej!

Media na całym świecie od rana informują, że najbliżsi sąsiedzi Kataru (w tym Arabia Saudyjska) zerwali stosunki dyplomatyczne z tym krajem. W ciągu kilku godzin wiadomość ta urosła do rangi najważniejszej na wielu globalnych portalach informacyjnych. Większość z nas jest zupełnie zaskoczona takim rozwojem sytuacji mimo, że wstępne sygnały o narastającym napięciu zaczęły pojawiać się już kilka tygodni temu.

Jak wygląda życie w Katarze w obliczu takich wieści? Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło: słońce wciąż świeci (w środku dnia temperatura dochodziła do 40° w cieniu), muzułmanie poszczą jak pościli (mamy ramadan), ruch na ulicach jak co dzień.

Z kolei w mediach społecznościowych - panika, spekulacje, domysły. Już z rana, gdy wiadomość o konflikcie dyplomatycznym się rozniosła, pojawiły się kolejki do bankomatów – wielu mieszkańców Kataru (ekspatów) uznało, że w tej sytuacji trzymanie ciężko zarobionych pieniędzy w lokalnych bankach może być ryzykowne.

Również pod centrami handlowymi wzmożony ruch, aż trudno zaparkować. Z relacji świadków (w mediach społecznościowych, a jakże!) wynika, że ludność rzuciła się do sklepów w celu robienia zapasów żywności. Niedługo trzeba było czekać, aby w zamrażarkach zabrakło np. mrożonego mięsa. Katar większość żywności importuje, w tym zwłaszcza z Arabii Saudyjskiej, trudno się więc dziwić takiej reakcji ludzi na wieść o zamknięciu granic z tym największym sąsiadem. Ci którzy mieszkają tutaj trochę dłużej pamiętają ostatni kryzys żywnościowy, który był również wywołany patem dyplomatycznym z Arabia Saudyjską. Brakowało wtedy na półkach m.in. kurczaków (saudyjskich, a jakże!), które, jeśli dobrze pamiętam, zostały zastąpione brazylijskimi.

Dziś, zamiast pisać o luksusach życia w Katarze, mam doskonały przykład zastosowania w praktyce piramidy potrzeb Maslowa. W sytuacjach kryzysowych człowiek myśli o najpilniejszych potrzebach, w tym o jedzeniu. Szkoda, że tylko wtedy – jeszcze wczoraj wieczorem widziałem na własne oczy jak po iftarze, czyli pierwszym posiłku po zachodzie słońca, lokalna restauracja wyrzucała ogromne ilości pozostawionego na talerzach jedzenia. Sam też się do tego przyczyniłem ... W krajach arabskich marnotrawstwo żywności jest boleśnie widoczne na każdym kroku. Jak to się zmieni pod wpływem obecnego kryzysu? I jak trwała będzie taka ewentualna zmiana?

Na zdj.: panorama Doha - czyżby burza piaskowa sprzed kilku dni była zapowiedzią większej burzy?

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  


Doha by day

Doha by night