Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
sobota, 19 maja 2007

Jak to jest gdy Europejczyk przylatuje do Doha po raz drugi – po trzech miesiącach? Wszystko wydaje się banalnie znajome. Banalnie? Bo aż do przesady znajome, wręcz takie same.

Taka sama karteczka z moim nazwiskiem w rękach czekającej na mnie Nepalki (tym razem już nie Filipinki…) z Al Maha Meet&Greet Service. Takie same olbrzymie kolejki do odprawy paszportowej i wizowej, tak samo szybko je omijam dzięki towarzyszeniu wspomnianej Nepalki, takie samo współczucie z mojej strony dla tych, którzy zostali z tyłu kolejki. W zasadzie nic od ostatniej wizyty się nie zmieniło oprócz może temperatury.

Jak przyleciałem dochodziła prawie północ – temperatura wynosiła 34 st. C – wyjściu z klimatyzowanego terminala na lotnisku towarzyszył gorący powiew powietrza. Czułem, że jak lepiej wiatr zawieje, to było jeszcze gorzej – gorąc bił z dołu – czyli od asfaltu. De facto więc temperatura, jaką się odczuwało, była jeszcze wyższa.

Tym razem zetknięcie z całkowicie odmiennym „otoczeniem” nie było już tak szokujące jak za pierwszym razem – zapewniam, że do widoku kobiet-celników ubranych w tradycyjne czarne arabskie stroje (przepraszam za brak fachowych określeń) można się bardzo szybko przyzwyczaić. Podobnie jak do tłumu mężczyzn o ciemnożółtym kolorze skóry (a la Filipiny etc.) czekających nie wiadomo na co najczęściej w pozycji leżacej na asfalcie tuż przy wyjściu z terminala przylotów. Tak więc od razu poczułem się jak u siebie – widoki te i wiele innych pamiętałem jeszcze z lutego, gdy przyleciałem do Doha po raz pierwszy.

Nie dało się zapomnieć także uroczego kierowcy hotelowego autobusu pochodzenia być może filipińskiego, którego wymowę angielską trudno było zrozumieć. Czekał na mnie i kilka innych osób w hali przylotów. Na powitanie powiedział coś, czego nie byłem w stanie zrozumieć. Jednak tym razem nie musiałem prosić po kilka razy o powtórzenie zadawanego mi pytania – wszak pytanie to i kilka kolejnych były (a jakże) takie, jak kilka miesięcy wcześniej – wiedziałem mniej więcej o co pyta, więc mogłem coś tam odpowiedzieć. I już. Ot – sposób na zapewnienie stałego poziomu usług pasażerów autobusu zmierzającego do hotelu Ramada …

czwartek, 17 maja 2007

Wreszcie doleciałem. Do Doha. Poziom adrenaliny? - na przyjemnie :) wysokim poziomie.

Co ja tu robię? Tak naprawdę to nie wiem, albo przynajmniej nie jestem pewien. Na razie.

Wiem natomiast po co to piszę – mianowicie na szczerą prośbę kilku przyjaciół, no i w sumie dla potomności. Bynajmniej nie dla sławy – tej to mi raczej wystarczy bo raczej do skromnych ludzi się zaliczam. A sławy raczej wystarczy bo ostatnio miałem wrażenie, że z pół Warszawy o mnie rozmawiało, a przynajmniej o moim szaleństwie.

Tyle tytułem wstępu. W następnych wierszach będzie o szaleństwie właśnie. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę. Wszelkie komentarze mile widziane ...

wheyman

Games 2006


1 ... 91 , 92 , 93 , 94 , 95
 
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Doha by day

Doha by night