Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.
środa, 30 maja 2007
Obsługa hotelowa chyba już do moich niewygórowanych wymagań się przyzwyczaiła. Najwyraźniej zlitowali się nade mną – widząc mnóstwo żarcia z supermarketu na wspomnianym już marmurowym :) stoliku, przynieśli niedawno talerz i komplet sztućców żeby łatwiej mi się robiło te kanapeczki z wołową salami itp. Przynieśli również cały półmisek różnych owoców. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego jakże miłego gestu.

Puenta – doceniają każdego gościa, nawet takiego, który nie zamierza wydawać majątku na śniadanie w hotelowej restauracji.

Co więcej, niemalże codziennie po powrocie z pracy na świeżo wygładzonej poduszce znajduję pięknie zapakowaną czekoladkę Patchi. Któregoś dnia zauważyłem również, że z pokrywy mojego laptopa zniknęły odciski moich palców. Czy ktoś zacierał jakieś ślady czy była to tylko rzetelność obsługi, która ze ściereczką w ręce wyciera wszystko co napotka na swej drodze? Ja wymiękam normalnie…

Wszystko to miłe gesty, ale czasami chciałoby się mieć trochę więcej prywatności. Ot, taki urok hotelu, który chce mieć dużo gwiazdek.

wtorek, 29 maja 2007
Znalazłem mieszkanie, a właściwie pokój. Co za ulga!

Wszystko oczywiście przez przypadek. Kilka dni temu zniechęciłem się przez tę całą sytuację z mieszkaniami - odechciało mi się przeglądać ogłoszenia i postanowiłem poddać sie łasce pracodawcy i zakwaterować sie w firmowym mieszkaniu. Rozwiązanie takie - jak każde inne - miało swoje plusy i minusy. Największe z minusów to relatywnie wysoki koszt i brak prywatności.
Dla spokoju ducha zajrzałem jeszcze raz do ogłoszeń. Voila! Pełny sukces!!!

Będę miał jeden malutki pokój w mieszkaniu 2-pokojowym. Moim współlokatorem będzie Libańczyk, z którym od razu załapałem dobry kontakt. Jest wiec szansa na to, że będzie prawie tak samo fajnie mieszkać, jak z moimi współlokatorami z wawy (prawie robi różnicę), których niniejszym pozdrawiam. Dodam, ze wedle moich obliczeń mieszkanie znajduje się w geometrycznym centrum miasta - Doha ma kilka centrów, o czym już pisałem. Z tego centrum jest wszędzie blisko --> bo jest geometryczne? :) i wydaje się, że łatwiej jest złapać taksówkę, niż z innych miejsc.

Wiec kto przyjeżdża na parapetowę?
niedziela, 27 maja 2007

W hotelu mieszkać jest przyjemnie, oj bardzo przyjemnie. Jednakże niedługo musi się to skończyć, wiec intensywnie szukam mieszkania. Problem w tym, że większość ogłoszeń z gazety/internetu jest albo nieaktualna, albo skierowana do ściśle sprecyzowanych, acz bardzo tu licznych, grup odbiorców. Tak się składa, że nie jestem ani Filipińczykiem, ani Hindusem. Tym bardziej nie jestem niekorzystającym z kuchni Hindusem muzułmańskim, nie pochodzę z Kerali, nie stanowię też małej rodziny bez dzieci. Owszem – dzieci na razie brak, ale moja na razie jednoosobowa rodzina w postaci „wykształconego egzekutywa” zazwyczaj wynajmującym się nie podoba. Rozmowa z ogłoszeniodawcą najczęściej kończy się więc słowami: [noł, noł, finiszd, noł awajlebel]. Jakby nie patrzeć europejczycy i wszyscy inni niemieszczący się w widełkach są dyskryminowani pełną parą.

Oto przykład ogłoszenia:

‘Room available in 3B/R apartment near Lulu hipermarket. Only for Muslim Indian families without kids (Kerala preferred). Please call 5567543’

Do tego wszystkiego ceny. Powariowali. Kilka dni temu gazety napisały, że Doha wyprzedziła pod względem czynszów takie światowe metropolie jak Bruksela, Berlin, Chicago, itp. Wyprzedzany jest powoli okoliczny Dubaj. Co to oznacza dla przyjezdnych? Hmmm… - prawdziwy koszmar. Zmiękłem gdy od jednego z tutejszych agentów nieruchomości usłyszałem, że 7 000 riyali za umeblowane mieszkanie jednopokojowe (+kuchnia+łazienka+hall) to cena rynkowa. I że on tańszych po prostu nie ma. Na szczęście są konkurencyjne agencje, z których niniejszym postanowiłem skorzystać. Oraz oczywiście nieodzowny Gulf Times i Internet. Nie poddam się - jestem dobrej myśli! Tia

 

Dla żądnych dowodów podaje linki z tymi osobliwymi ogłoszeniami:

Tylko dla kobiet: http://www.qatarliving.com/node/16661

Tylko dla kobiet niearabskich: http://www.qatarliving.com/node/15758

Dla niepalących z Kerali: http://www.qatarliving.com/node/15627

Dla Filipińczyków: http://www.qatarliving.com/node/16591

Dla Hindusów pochodzenia tamilskiego: http://www.qatarliving.com/node/16280

 

sobota, 26 maja 2007

Po tygodniu ciężkiej pracy przyszedł wreszcie czas na relaks. Jakiś zbieg okoliczności sprawił, że przy okazji poszukiwania mieszkania znalazłem ekipę na imprezy. Skąd ten wniosek? Bo impreza zdążyła się już odbyć. Ekipa przez cały wieczór powiększała się coraz bardziej, ale na koniec w sposób dosyć naturalny dokonało się odsianie części towarzystwa. I tak ostatecznie zakumplowałem się z Turkiem i Jordańczykiem.

 

Mieszanka jest dosyć ciekawa, ale wybuchem raczej nie grozi. Obaj nowopoznani znajomi mają dużo większe doświadczenie nad Zatoką, chociaż w samym Katarze przebywają nie dłużej niż pół roku. Liczę więc, że pomogą mi w aklimatyzacji. Zwłaszcza, że jeden z nich dysponuje firmowym Mitsubishi Pajero, którym na tutejszy sposób rozbija się po mieście. Wraz z nami rzecz jasna. Lansowanie się w terenowym samochodzie mnie nie kręci, ale skoro już takowy jest, to nie wypada nie wsiąść :-P

O kulturze jazdy tutejszych kierowców wypowiem się innym razem.

czwartek, 24 maja 2007

Dziś dałem kolejny dowód swojemu szaleństwu. Postanowiłem wrócić z pracy do hotelu na piechotę. Próbowałem to zrobić już w zeszłym tygodniu ale było tak gorąco, że wymiękłem po 15 minutach marszu i wsiadłem do taksówki.

Dystans w linii prostej to ok. 3-4 km, ale z braku chodników trzeba było trochę drogi nadrobić. Tym razem skwar nie najgorszy, ale znaczny (35 stopni) – zwłaszcza jeśli się spaceruje w pełnym ekwipunku: w „pracowych” mokasynach, długich spodniach i koszuli z długim rękawem. Do tego plecak.

Nie wybierałem wcale najkrótszej możliwej drogi. Po prostu starałem się iść mniej więcej w kierunku hotelu. Ale co zobaczyłem po drodze to moje - nowiutkie apartamentowce wynajmowane w całości przez największe z tutejszych firm i zamieszkane przez ich pracowników. Jest więc co najmniej jeden budynek telewizji Al Jazeera, są inne firmy. Jest też kilka (jeśli nie kilkanaście) budynków Qatar Airways. Jako że są zamieszkiwane (czy to na stałe czy tymczasowo) przez różne grupy pracowników, różnią się między sobą standardem (inny dla pilotów, inny dla stewardes, inny dla pracowników biurowych).

 

Najma - apartamenty QR

 

A wśród nich? Niskie zabudowania pamiętające dawniejsze czasy, gdy o Katarze nikt jeszcze na świecie nie słyszał. Niektóre wyglądają jak slumsy, chociaż to pewnie zbyt drastyczne porównanie.

 

Najma - apartamenty QR, a jaka okolica?!

 

 

Jak wszędzie - same kontrasty

 

Z pewnością można by znaleźć w Doha biedniejsze dzielnice niż Najma, po której dziś było mi dane się przespacerować.

Jakież wrażenia! A jakaż satysfakcja z wykonanego zadania!!!

 
1 , 2
| < Maj 2007 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      


Doha by day

Doha by night