Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.

Wpisy z tagiem: cuda

środa, 09 maja 2018

Zebrało mi się na podsumowania – to mój osobisty sposób na pogodzenie się z utratą przywilejów pracowniczych. Przebieranie we wspomnieniach to bardzo przyjemne, lecz również czasochłonne zadanie. Jak z repertuaru przygód rozciągającego się na ponad 10 lat wybrać te najlepsze?

Zamiast ubierać je w ranking i karkołomne sortowanie, moje przygody warte wspomnień podzieliłem na dwie kategorie: epickie i adrenalina.



Epickie.

Wyjazdy, które uwielbiam wspominać krok po kroku, dokładnie tak jak zostały tu opisane, często z naciskiem na proces. Pomimo upływu lat przeżywam je równie mocno. Mógłbym na ich podstawie napisać całą książkę ...

W garbie jumbo jeta

 

Misja Philly

 

Podróżując do przeszłości

 

Japonia - miejska gra na orientację

 

W pogoni za słońcem

 

Bliskie spotkania z naturą w Salalah

 

Tajwan na rowerze autostopem



 

Weekend w Bollywood



 

 

Przystanek: adrenalina.

Gdy przygoda wspierana hormonem mocnych wrażeń staje się epicentrum wspomnień.

 

O rozciąganiu czasoprzestrzeni

 

Co mi zrobisz jak mnie złapiesz

 

Uczta dla zmysłów: spotting na Maho Beach

 

Lądowanie i start na St. Martin

 

Thriller niepolityczny - o przesiadce w Rangunie

 

Przygoda w Etiopii + Epilog do niej 

 

Skacząc po wyspach Pacyfiku

 

W 6 dni dookoła świata

 

Wakacje w sułtanacie

 

Bollywódzki dramat w moim mieszkaniu

 

Śledzeni przez tajemniczego mercedesa

piątek, 23 marca 2018

Podróże są niezwykłą czasoprzestrzenią, w której może dojść do cudów. Nie chodzi tu tylko o przypadki „cudownego” dostania miejsca z listy standby, o których pisałem niedawno. Mając dużo czasu „do zabicia”, można go wykorzystać na uważnej obserwacji otoczenia i otworzyć się na dostrzeżenie piękna tego świata i właśnie cudów, o których nigdy nie śniliśmy.

Po całej dekadzie podróżowania prezentuję niezwykłe zestawienie wpisów o cudach i magii w podróżach oraz bardziej przyziemnych przemyśleniach. Uwaga - czasem będzie poetycko... Przyjemnej podróży!

 

Nieproszony gość

 

Jak przetrwać weekend na Malediwach? 

 

Jawa czy sen

 

Wesele na bali

 

Czego nie robiłem w Kambodży?!





Buntowniczy Sylwester 2016



 

Lotniczy dzień świstaka

 

Rowerem po Melbourne

 

Czy Doha rozpieszcza?

 

Trefna opowieść

niedziela, 08 stycznia 2017

Czy można zamanifestować przeciw wszechobecnej komercjalizacji doświadczeń, rosnącemu wygodnictwu oraz sztampowym sposobom spędzania czasu, wyjeżdżając na sylwestra na rajską wyspę na środku oceanu?

Nie można? Przecież o to chodzi! Niech żyje rewolucja!

Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem okazję rozmawiać z agentem podróży sprzedającym pakiety wakacyjne, ale łatwo mi sobie wyobrazić jak zareagowałby na nasz pomysł:

- Po Seszelach? Autostopem??

- Właśnie tak, albo autobusem miejskim!

- !?!?!!??!!!???!!!

To właśnie broszury w biurach podróży sprzedają gotowy, eksluzywny produkt po cenach, które powodują, że jest jeszcze bardziej eksluzywny, czyli niedostępny dla większości.

Przeciw takiemu ograniczającemu podejściu też chcielibyśmy zaprostestować.

Po kilku godz. w samolocie lądujemy w raju na środku oceanu. Jesteśmy jedyną grupą, której po wyjściu z terminala nikt nie wita. Zamiast, jak reszta pasażerów naszego rejsu, wsiąść do klimatyzowanego samochodu z oczekującym na nich szoferem, wybieramy transport publiczny. Rozklekotany autobus miejski (zgodnie z oczekiwaniami wcale nie przypomina autobusu z wyobrażeń o raju) za niecałe pół dolara dowozi nas w okolicę, gdzie wynajęliśmy kwaterę. Dalej siłujemy się ze spiekotą i na piechotę, pod górkę, niemal bez tchu, osiągamy cel. Właśnie na samej taksówce z lotniska zaoszczędziliśmy 50 dol. Ale frajda!

Potem jest tylko ciekawiej. Zainspirowani świeżymi produktami na lokalnym bazarze tymczasowo wprowadzamy dietę frutariańską (włącznie z sokiem z winogron). Spacerujemy przez przełęcz na drugą stronę wyspy na polecaną przez wszystkich plażę Beau Vallon, by podziwiać zachód słońca. Po zmroku kąpiel w oceanie (jeden tak manifestował, że kąpał się nago). W drodze powrotnej przyszło nam przetestować pomysł z autostopem po Seszelach.

Jacy ludzie, taki bunt. Jaki bunt, taki autostop. Sympatyczny i skuteczny, a jakże!

Na ostatni wieczór 2016 r. też postanawiamy pójść na przekór konwenansom i spędzić go bez balowych strojów, ani uroczystej kolacji, nawet bez fajerwerków. Esencją wieczoru ma być bose, acz wyborowe, towarzystwo oraz butelka wina musującego.

Pomysł na wyjście do lokalnej knajpy na kolację spala na panewce. Spacerujemy po okolicy i szukamy choćby jednej restauracji, lecz coraz bliższa staje się perspektywa, że naszym głównym daniem sylwestrowym będą chipsy lub niesmaczne i nudne jedzenie z hotelowej kuchni.

Z zazdrością mijamy domy, w ogródkach których tubylcy świętują nadchodzący nowy rok. Każdy dom jest pięknie oświetlony, jest muzyka (z basami!) i grill, który przy tej corocznej okazji łączy wielopokoleniowe rodziny. Pełni determinacji wpadamy na niekonwencjonalny pomysł, na który bez wahania godzimy się.

Tłumacząc się naszą trudną sytuacją kulinarną wpraszamy się na rodzinne przyjęcie! Gospodyni, p. Matylda, z otwartością wprowadza nas na ganek, gdzie wystawione jest jedzenie i zachęca do kosztowania świątecznych specjałów. W kilku dużych formach i garnkach znajdują się bardziej lub mniej egzotycznie wyglądające potrawy, z których najbardziej zapamiętujemy puree w mundurkach oraz pieczone krewetki.

Jesteśmy oczarowani gościnnością tej rodziny, lecz - nie chcąc jej nadwyrężyć - postanawiamy po jakimś czasie pożegnać się, składając całej rodzinie życzenia: bonne année!

Przez długi czas nie możemy uwierzyć jak niestandardowe doświadczenie właśnie przeżyliśmy. To była prawdziwa wisienka na torcie, którą zapamiętamy na lata!

Nasz manifest sylwestrowy zaliczamy do bardziej, niż udanych – podobnie, jak łapanie stopa w drodze na lotnisko – przyjazny kierowca zatrzymał się zanim zaczęliśmy gestykulować w stronę przejeżdżających samochodów!

Udowodniliśmy sobie, że niemożliwe jest możliwe – włącznie z tanim wyjazdem do raju na środku oceanu! Mimo, że ten wyjazd był niezapomniany, do jego opłacenia nie musieliśmy używać ani srebrnej, ani złotej Mastercard. Seszele, owszem, są ekskluzywnym kierunkiem wakacyjnym, ale można tam spędzić czas w sposób alternatywny, z dobrymi wspomnieniami, za ułamek ceny pokazywanej w broszurach.

Myli się ten, kto uważa, że nasz manifest jest niekonsekwentny. Nie ma dla nas znaczenia, że na ten malowniczy archipelag dolecieliśmy na pokładzie 5-gwiazdkowych linii lotniczych, niektórzy nawet w klasie biznes. Bardziej chodzi o to, aby realizować własne cele i marzenia bez oglądania się na konwenanse. Co ludzie powiedzą było dla nas dobrym serialem komediowym, my wybieramy rzeczywistość inną od serialu.

Wydaje się, że z pozoru przyziemne doświadczenia z tego wyjazdu wykraczają poza codzienną rzeczywistość. Prostota nadaje im nowych znaczeń, których zrozumienie będziemy zgłębiać w najbliższym czasie. Rok 2017 będzie wyjątkowy, choć coraz bardziej standardowy zarazem. Gdziekolwiek.



wtorek, 05 kwietnia 2016

Słońce stało się tematem przewodnim wycieczki do Kaliforni. Trudno ukrywać, że jest ono nieocenionym źródłem sukcesu tego regionu. Wbrew pozorom już pierwszego dnia przekonałem się o tym, że nie tak łatwo je złapać. Drugiego dnia jednak wcale nie było lepiej – zaplanowaliśmy z Panią G. łapanie zachodu poza miastem, nad wybrzeżem w Santa Barbara.

Od samego rana niespiesznie zwiedzamy wszystkie miejscowości po drodze. Mamy cały dzień na dojechanie do celu, ale wystarczyło raz źle skręcić na autostradzie, abyśmy mieli powtórkę z rozrywki i kolejną pogoń za zachodem słońca.

- Jedź szybciej, słońce nam zachodzi!

- Znowu?! Nie wierzę, to niemożliwe!

- Tu jest parking, szybko, biegniemy na pagórek!

Zasapani pstrykamy kilka zdjęć. Raz, dwa, trzy. Słońce znika w oczach. Koniec przedstawienia, khalas!



W drodze powrotnej do samochodu mijamy toalety. Przypominam sobie, że chwilę wcześniej, w trakcie tej pogoni za słońcem, przyszło mi do głowy skorzystanie z nich, ale myśl tę intuicyjnie wtedy odrzuciłem. Strach pomyśleć, że gdybym jednak skorzystał, spóźniłbym się na drugi z kolei zachód słońca w Kaliforni! To się nazywa wyczucie czasu!



Co jeszcze z tej krótkiej wycieczki na zachodnie wybrzeże USA warto odnotować?  Pomarańcze! Najlepsze jakie w życiu jadłem, niezwykle soczyste i słodkie. Powszechnie rosną nawet w przydomowych ogródkach. Rodzina, która gościła mnie w ramach Airbnb powitała mnie świeżo wyciskanym sokiem z pomarańczy, w piecu piekło się właśnie ciasto pomarańczowe, a na pożegnanie mogłem wziąć tyle świeżo zerwanych pomarańczy ile chciałem. Grzechem byłoby nie skorzystać.

Wspominam też hotelowe śniadanie – zwłaszcza nieograniczone ilości tak egzotycznych owoców, jak jeżyny, truskawki i jagody. Jeżyn nie jadłem od ponad dekady, trudno się więc dziwić, że z ich powodu na moim talerzu nie starczyło miejsca na ulubione skądinąd ananasy. Trzeba mieć w życiu priorytety.

I wreszcie – dzięki gościnności gospodarzy z Airbnb mogłem uczestniczyć w legendarnym wieczorze Super Bowl, który gromadzi przed telewizorami cały naród (dorównuje mu chyba tylko Familiada w polskiej TV). Piwko, grill, mnóstwo bardzo kreatywnych reklam, a w przerwach między nimi mecz amerykańskiego rugby, którego zasad prawie żaden Amerykanin wokół mnie nie pojmował. Bardzo sympatyczny wieczór w miłym towarzystwie.

Ot, moje wspomnienia ze słonecznej Kaliforni.

 

środa, 06 stycznia 2016

Na Sylwestra 2015 wybraliśmy się ze znajomymi za granicę, samolotem! Dobrze jest zakończyć dobry rok w dobrym stylu, nieprawdaż?

Wyjazd miał taki logistyczny rozmach, że jego sukces zależał od szczęśliwego rozciągnięcia czasoprzestrzeni. Najwyraźniej inaczej się nie da, zresztą po co by próbować?

A więc po kolei. Mamy czwartek, 31 grudnia, imieniny obchodzą Melania i Sylwester.

W Katarze za chwilę rozpocznie się weekend …

15.00

Równo za dwie godziny odlatuje nasz samolot. Wybiegamy więc z pracy i gnamy … nie na lotnisko, bynajmniej!, lecz do domu, by się przebrać.

15.40

Dostaję wiadomość sms informującą, że boarding na mój rejs właśnie się zaczął. To dobry znak – dostałem miejsce – reszta przedsięwzięcia zależy już ode mnie. No właśnie - nadal jestem w domu, co prawda prawie gotowy do wyjścia, pomiędzy psiknięciami ekskluzywnych perfum (wszak jest Sylwester, ma być impreza, i to za granicą …). Spieszyć się nie muszę, bo reszta ekipy dopiero wychodzi z domu i ma mnie zgarnąć po drodze.

15.55

Odprawa na nasz rejs za chwilę oficjalnie się zakończy. Wciąż jestem pod domem, 15 km od lotniska, i wciąż czekam na transport.

16.02

Wesoły autobus ze współtowarzyszami podjeżdża. Humory ogólnie dopisują, choć wycieczka wisi na włosku. Już dawno powinniśmy być na lotnisku!

16.03

Lampka rezerwy paliwa! Się zapala!!! Kto by się tym przejmował? – na lotnisko dojedziemy, gorzej będzie w drodze powrotnej.

Jedziemy prawym pasem autostrady, wlekąc się za sznurem najwolniejszych pojazdów, nie więcej niż 75 km/godz - mimo, że limit wynosi 100 km/godz. Kierowcy się nie spieszy, sprawia wrażenie zakochanego we współpasażerce, z którą flirtuje całą drogę, że aż się nie da tego słuchać. Coraz mniej nadziei na to, że zdążymy, a na kolejnych rejsach może być problem z miejscami.

16.22

Nie poddajemy się. Decydujemy się zostawić auto na parkingu krótkoterminowym – tylko takie rozwiązanie daje nam cień szansy by zdążyć. Wbiegamy na terminal, każdy w swoim kierunku.

16.28

Udaje mi się wydrukować kartę pokładową w kiosku, inni mają mniej szczęścia, więc biegną do okienka. Jedna osoba musi jeszcze exit permit odebrać. Co takiego??!! To chyba jakiś żart!!!

Zostawiam ekipę z tyłu i w poczuciu obowiązku wbiegam do wolnocłówki (wszak jest Sylwester, ma być impreza …)

16.39

Spacerkiem udaję się do wyjścia B4. Reszta wycieczki wychodzi mi na spotkanie. Nikogo nie brakuje, nawet pani, która jeszcze kilka minut temu nie miała exit permitu. Cud jakiś! Z niedowierzaniem wchodzimy na pokład (jest z nami nawet butelka whisky!).

17.00

Odlatujemy o czasie. W sumie to dość nietypowe, w końcu to rejs do … No właśnie, dokąd? Czytaj dalej!



 
1 , 2
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Doha by day

Doha by night