Wpisy z tagiem: oman
wtorek, 30 marca 2010
Sięgam myślami do weekendu trzy tygodnie temu. Wspomnienia te okazują się niełatwe - jak przez mgłę, bo z perspektywy tysięcy mil, które od tego czasu pokonałem w drodze do wielu innych miejsc. Kiedy ja znajdę czas, żeby to wszystko tu opisać? Przecież najbliższe tygodnie zapowiadają się równie intensywnie! Mój jubileuszowy (bo piąty już!) pobyt w Omanie upłynął pod znakiem trekkingu po górach, których w tym kraju nie brakuje. Planowałem to od dawna, a realizacja pomysłu okazała się jak zwykle bardzo spontaniczna (czy rozważanie takiej wycieczki ledwo na 24 godziny przed wylotem bez jakiegokolwiek przygotowania to dużo?) Gwoździem programu był tym razem Jebel Akhdar – słynny z bogatej roślinności oraz położonych malowniczo wysoko w górach wiosek. Trochę wstyd, bo na poziom ponad 2000 m n.p.m. wdrapaliśmy się w niecałe 10 minut z naszym przewodnikiem … na pokładzie wysokolitrażowego land cruzera - ze względów czasowo-logistycznych nie mogliśmy rozpocząć ani zakończyć trekkingu u podnóża. Drugiego dnia przeprawa częścią łańcucha górskiego otaczającego Maskat. Niezapomniane widoki i cisza pomimo bliskości olbrzymiego miasta. Zachód słońca przy aromacie najlepszej na świecie (ja nie żartuję!) sziszy o smaku pomarańczowo-pomarańczowym. Ot weekend, jeden z wielu! Więcej zdjęć na picasie.
środa, 22 lipca 2009
Przepiękna kraina, niezapomniane wakacje. Od piekielnie wilgotnego Maskatu, poprzez jeszcze chyba gorętsze okolice miasteczka Nizwa, Al Hamra czy Bahla do chłodnawych klimatów górskich na zachodzie. Schłodzone bezalkoholowe piwo w jednym z palmowych gajowych. Nic dziwnego, że smakowało, skoro temperatura sięgała ponad 40 stopni. Posmakowało jeszcze bardziej, gdy znienacka pojawili się właściciele posesji … z talerzem świeżo zerwanych daktyli. Mieliśmy okazję poćwiczyć z nimi międzynarodową mowę ciała. Autostrada do Suru zbudowana między skalistym klifem a górami. Żółwie morskie składające jaja na plaży w naszej - niezauważalnej dla nich - obecności. Potem najnudniejsza - według Lonely Planet - droga świata, czyli tysiąckilometrowa przeprawa na południe Omanu, gdzie czekały na nas zielone oazy i festiwal z okazji nadejścia pory deszczowej. Salalah to zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, na szczęście niezbyt jeszcze skomercjalizowane. Wracało się z tego południa jakoś łatwiej, i szybciej. Na drodze o ograniczeniu 120 km/h zdołaliśmy wyprzedzić nieoznakowanego policyjnego Land Cruisera - jadącego jakieś 160 km/h - Toyotą Corolla, której maksymalna prędkość wynosi niewiele więcej. Należy to dodać do kategorii doświadczeń, których nie kupi się za pomocą karty Mastercard. Poczciwa wypożyczona Corolla w ogóle spisała się na medal – udało się wdrapać na 2000 metrów, a strome podjazdy i zakręty nad przepaścią pojawiły się bez uprzedzenia – na szczęście dzielny kierowca się ich nie przestraszył. Dzięki temu może być teraz dumny ze zdobytego doświadczenia. Podsumowując w ciągu 11 dni przejechaliśmy ponad 4500 km i jedyny problem jaki napotkaliśmy w tym pustynnym klimacie to wyczerpanie się płynu do wycieraczek!
sobota, 26 stycznia 2008
Nadal wręcz wymiata. O Omanie już było, bo … w Omanie już byłem. Bajkowy obraz tamtego miejsca przywieziony w mojej pamięci stamtąd w październiku tym razem tylko się potwierdził.
Raj na ziemi. Synonim Orientu. Miejsce z morza i marzeń.
Tym razem będzie jednak więcej zdjęć, z których - mam nadzieję – wyłoni się w waszych głowach obraz tego wyjątkowego miejsca. Bo dla mnie to właśnie jakaś bajka, np. z Księgi tysiąca i jednej nocy, albo i kilka bajek zlepionych w jedną. Drogie dzieci, czas na bajkę. Oto ona.
wtorek, 06 listopada 2007
Wymiata normalnie. Aż trudno opisać to słowami. A zdjęć tym razem niestety przywiozłem bardzo niewiele…. Truli emejzing! Znowu naj. Naj naj po prostu. Najczystsze miasto w całym regionie. Jedno z najczystszych na świecie (porównywalne do miast szwajcarskich, czy Singapuru). Najrozsądniej planowane inwestycje (drogi mają znakomite w porównaniu z Doha). Całkowity brak megalomanii obserwowanej w Dubaju, gdzie – nie wiadomo po co - buduje się najwyższe budynki na świecie. Maskat nie ma ani jednego drapacza chmur i nie planuje mieć - chyba jest z tego dumny.
![]() Najmniej arogancji wśród lokalnych mieszkańców. Wynikająca z tego niezmiernie pokojowa atmosfera na drogach (nawet ja tylko po sześciu miesiącach spędzonych w Katarze jeżdżę gorzej niż mieszkańcy Omanu).
![]() zdjęcie pożyczone Najpiękniejsze położenie. Malownicze góry po jednej stronie (skaliste, w kolorze brunatno-czerownym?), wody Zatoki Omańskiej po drugiej, a między nimi miasto ciągnące się na przestrzeni około 50 km (prawie jak Trójmiasto, prawie…) I ta zieleń. Najbardziej naturalne drzewa i trawa, jakie widziałem w ciągu ostatniego półrocza.
![]() Do tego zadziwiająca architektura, pełna zdobień. Orient z moich wyobrażeń w pełnym tego słowa znaczeniu. To tutaj powinien kursować legendarny Orient Express (gdyby tylko mieli tutaj tory…)
![]() Na pewno tam kiedyś wrócę, żeby zobaczyć więcej, ale już prywatnie, a nie służbowo. W końcu to tylko niecała godzina lotu stąd. Przy okazji dodam, że jest to chyba jedna z bardziej luksusowych destynacji turystycznych na rynku polskim – 7-dniowa wycieczka z biurem podróży do tego raju na ziemi kosztuje bowiem – uwaga –
Spragnionym większej liczby obrazków tymczasowo polecam zdjęcia zrobione przez innych turystów, np. tutaj. |
Archiwum
Zakładki:
+ Księga gości
+ Tytułem wstępu...
Autoreklama - Qatar Airways
Blogi które czytuję
Ciekawe? Polecane?
O Katarze
Tagi
|