Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.

Wpisy z tagiem: absurd

niedziela, 28 stycznia 2018

Od lat twierdzę, że moje podróże są zawsze spontaniczne, prawie zawsze zbyt krótkie, często szalone, a czasami wręcz nieracjonalne. Od czego się zaczęło? Zanim zabiorę się do podsumowania ostatnich 10 lat moich podróży prezentuję nigdy niepublikowaną historię, którą niektórzy pewnie wrzuciliby do kategorii z horrorami, lecz dla mnie była inspiracją i dziś jest sympatycznym wspomnieniem.



Otóż pierwszym przejawem mojego wyjazdowego szaleństwa w trybie racjonalnym-inaczej była lotnicza podróż z Gdańska do Warszawy z czasów studiów. Mogło to być 40 min. bezpośrednim rejsem albo … Moją alternatywną opcję (dziś może powiedzielibyśmy, że nawet hipsterską) wspominam tym chętniej, gdyż ze względu na warunki pogodowe spędziłem w jej trakcie ponad cztery godz. na … autostradach na zachodzie … Niemiec.

Ryanair miał zabrać mnie wieczornym rejsem z Gdańska do Frankfurtu/Hahn, lecz wylądowaliśmy w Kolonii. Zgodnie z umową, w środku nocy przetransportowano nas autokarami na lotnisko w Hahn. W ten magiczny sposób czas oczekiwania na przesiadkę skrócił się z 8 do nieco ponad 5 godz. Stąd porannym rejsem Wizzair miałem wylecieć w kierunku Warszawy, lecz nieustępująca mgła spowodowała, że punkt wylotu zmieniono na ... Kolonię. Do dziś jestem wdzięczny Wizzairowi, że opóźnił odlot, by pozwolić pasażerom na dojazd autokarami z Hahn. Mimo że w Warszawie wylądowałem z kilkugodzinnym opóźnieniem, byłem podekscytowany, że przeżyłem właśnie przygodę, którą będę mógł opowiadać przez lata.

Dziś uważam, że najlepsze podróże zaczynają się już zanim wyjdzie się z domu. Od lat gromadzę na to dowody i opisuję na tym blogu.





sobota, 20 stycznia 2018

Po powrocie z kolejnego weekendowego wyjazdu dostaję wiadomość, której tytuł oznajmia: znaleziono pański paszport o numerze ... Wysłane przez biuro na lotnisku. Zastanawiam się o co im chodzi. Pewnie spam jakiś! Jestem o krok od przeniesienia wiadomości do kosza, ale numer paszportu się zgadza, więc (niechętnie) zaczynam drążyć w pamięci.

Dzień wcześniej szukałem w domu karty pokładowej z ostatniego lotu, by zapisać statystyki, ale jej nie znalazłem. Niby nic dziwnego, skoro nie zdążyłem się w pełni rozpakować. Pamiętam, że karta pokładowa była w paszporcie (jak zawsze), więc skoro jej nie mogłem znaleźć to ...

CHOLERA! ONI MAJĄ MÓJ PASZPORT!!!!

Oto jak przyzwyczajenie do wieloletniej rutyny może człowieka zgubić, i to wraz z paszportem! I nawet nie zauważy!

Czas na zmiany?

P.S. Jestem niezmiernie wdzięczny załodze z mojego rejsu i służbom lotniskowym, które skrzętnie wykonały swoje obowiązki i przekazały zgubę do biura rzeczy znalezionych.



wtorek, 26 stycznia 2016

Ta wiadomość zelektryzowała całą społeczność w Katarze. O północy z 14 na 15 stycznia, regulowana centralnie cena benzyny wzrosła o ok. 25 proc.

Brzmi to absurdalnie, gdyż akurat cena ropy na światowych giełdach osiąga poziomy najniższe od ponad dekady.

Skąd w Katarze takie podwyżki skoro gdzie indziej na świecie obserwowane są spadki? Jedno wynika z drugiego – Katar, jako kraj, którego budżet zależy w dużej części od malejących przychodów z eksportu ropy i gazu, próbuje się ratować obcinając różne subsydia.



Za etylinę 95 płacimy po podwyżce 1,25 QAR zamiast 1 QAR (czyli 1.41 PLN po dzisiejszym kursie). Jest to już druga podwyżka, której tu doświadczam, ostatnia miała miejsce bodajże w 2008 2011 r., również o 25 proc. (szok, jaki wywołała był porównywalny).

Dodam, że kolejki na stacjach benzynowych w Katarze jak były, tak nadal są. Samochodów coraz więcej, a stacji nie przybywa. Jeśli ktoś tęskni za PRLem to zapraszamy do Doha…

Jak tu żyć?



poniedziałek, 07 grudnia 2015

Przy okazji opisywanego wcześniej szczytu szaleństwa w podróżach między Polską i Katarem odkryłem, jak bardzo pasjonujące może być obserwowanie powtarzających się zjawisk, a tym bardziej podążanie za nimi, nawet tysiące kilometrów.

UWAGA! Przed przeczytaniem kolejnych akapitów zaleca się zapięcie pasów bezpieczeństwa oraz zapoznanie z treścią wpisu ‘Co mi zrobisz jak mnie złapiesz’.

Gdy po siedmiu dniach znowu byłem w drodze na lotnisko w Doha, aby (ponownie) łapać rejs do Frankfurtu Lufthansy, nie zdawałem sobie sprawy, jak dalece los odważy się całą sytuację sprzed tygodnia powtórzyć.

Równie pośpieszne pakowanie po powrocie z pracy w czwartek, jakaś drzemka, lotniskowa rutyna dom-parking-terminal, ten sam stres przy oczekiwaniu na przydział miejsca – wszystko to upewniło mnie w przekonaniu, że uczestniczę w jakimś „dniu świstaka”. Rozwój wydarzeń na lotnisku - mimo mojej nadziei - też okazał się rutynowy. Wcale nie mam na myśli wchodzenia w glorii na pokład samolotu Lufthansy, bo - tak samo, jak tydzień wcześniej – miejsc niespodziewanie zabrakło i się nie zabrałem! I tak samo, po upewnieniu się, że ten nieprzyjemny werdykt jest ostateczny, grzecznie musiałem ciągnąć walizeczkę z powrotem przez terminal w stronę wyjścia, następnie przez cały lotniskowy parking, aż do samochodu. Po dotarciu do domu następowało tak samo pospieszne i skuteczne poszukiwanie alternatywnych sposobów jak najszybszego dostania się nad Wisłę.



O wiele bardziej pozytywny wydźwięk miała rutyna, którą zaobserwowałem w drodze powrotnej - na lotnisku w Gdańsku. W ramach owych szaleństw podróżniczych miałem lecieć z Gdańska przez Berlin do Doha. Najpierw w środę, a potem cztery dni później (w tych czterech dniach zmieścił się czwartek spędzony w pracy, lotniskowa rutyna w Doha opisana w paragrafie powyżej, pół dnia w Warszawie, dwa dni w w Trójmieście włącznie z weselem, …).

W drodze do Kataru w obu przypadkach nie musiałem wracać na tarczy, bo miejsc szczęśliwie wystarczyło, więc zamiast się stresować, obserwowałem i uczestniczyłem. Lotnisko to dość oczywiste miejsce do obserwowania powtarzalności zjawisk, ale uczestniczenie w takim spektaklu dwa razy w cztery dni, w ciągu których zdążyło się kilkukrotnie przekraczać kontynenty (a w perspektywie kilku godzin jest kolejny raz), to zupełnie inna kategoria wrażeń.

W środę i w niedzielę. Ten sam personel przy odprawie Air Berlin. Ten sam zestaw samolotów na płycie lotniska – Air Berlin w oddali, po lewej Wizz Air i Lufthansa, po prawej SAS i Eurolot. W tej samej kolejności i ustawieniu zaczną zaraz skoordynowany taniec po płycie lotniska. Gdy wsiadam do autobusu, Lufthansa zaczyna się wypychać. Wchodzę na pokład Air Berlin, a SAS wypycha w naszą stronę i zapuszcza silniki, a wyziew z nich znów leci prosto na mnie, stojącego na schodkach Bombardiera Q400.

A potem już tylko punktualne lądowanie w Berlinie, nad horyzontem widzę zachodzące słońce, przesiadka na późnowieczorny rejs Qatar Airways, ten sam personel przy odprawie, jedynie starszy o cztery dni. Zmęczona po całym dniu pracy obsługa sklepów wolnocłowych przygotowuje się do zamknięcia dnia, słyszę zasuwające się jedna za drugą rolety punktów usługowych.

Taka powtarzalność zjawisk, z którą często mamy do czynienia na lotniskach i w której sami możemy uczestniczyć, jest dla mnie fascynująca. Jest jak szczegółowo reżyserowany spektakl teatralny, np. musical - z obrotową sceną, w którym co piosenkę płynnie zmienia się scenografia. Grany co wieczór przez grupę tych samych aktorów.

A może to, co zaobserwowałem, było jedynie powtórzonym akurat w tych dniach wyjątkiem od rutyny, której inscenizacja zwykle wygląda zupełnie inaczej?

środa, 11 listopada 2015

Ostatnio na lotnisku w Doha (odloty) zostałem zapytany przez pasażerkę o pochodzenie. Mój akcent podpowiadał jej, że jestem z Niemiec. Wiele razy już to słyszałem, przestało więc mnie to dziwić. Ciepło, ciepło ... Moja korygujaca odpowiedź bardzo ją ucieszyła, gdyż miała polskie korzenie - rodzice pochodzili z Polski.

Dzień później, w drodze powrotnej, lotnisko w Larnace (Cypr). Pewnym krokiem wchodzę do kolejki do kontroli paszportowej przeznaczonej dla obywateli UE. Mężczyzna odpowiedzialny za porządek woła do mnie:

- Ruskij pasport?
- Nie!

Tym razem to ja się ucieszyłem - próbował skierować mnie do wiele dłuższej kolejki! Rosjanie musieli swoje odstać, a w okienku dla UE praktycznie nikt nie czekał...

O tym, że Rosjan na Cyprze jest bardzo dużo już pisałem wcześniej. Ale żeby nawet mnie - z niesłowiańskim nazwiskiem, niemieckim akcentem i zarostem na twarzy w stylu arabskim - brali za Rosjanina?!

P.S. Dziś przygód narodowościowo-tożsamościowych ciąg dalszy. Po dodzwonieniu się do serwisu Suzuki filipińska sekretarka wzięła mnie za Filipińczyka. Po tym jak się jej przedstawiłem z imienia („Majkel”) zapytała:

- Kabayan?

- Mafi kabayan! Bolanda!!! - pełen rozbawienia odpowiedziałem typowym filipińsko-arabskim sposobem.

Niewtajemniczonym wyjaśniam, że zapytaniem "kabayan" Filipińczycy zazwyczaj upewniają się, czy mają do czynienia ze swymi rodakami.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Doha by day

Doha by night