Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.

Wpisy z tagiem: Korea

piątek, 02 października 2015

Do listy miast, w których miałem przyjemność jeździć rowerem w tym roku dołączył właśnie Seul.

Akurat wypadał dzień wolny od pracy, więc tłumy Koreańczyków, młodszych i starszych, postanowiło aktywnie spędzić czas na powietrzu. Większość z nich poważnie podeszła do tematu i wyposażona w sportowe ubrania najnowszej generacji ruszyła spalać kalorie. Również i ja, zamiast zwiedzać pałace lub biegać po kawiarniach pod patronatem Hello Kitty, dołączyłem do nich w takie słoneczne popołudnie.

W mieście istnieje sieć wypożyczalni bezpłatnych, z pewnymi ograniczeniami, podobno głównie dla rezydentów. Zamiast wgłębiać się w ich zasady wybrałem jedną z wielu płatnych wypożyczalni wzdłuż ścieżki przy rzece (stacja metra Yeouinaru, 3000 won za pierwszą godzinę, 2000 won za każdą następną).

W sumie pokonałem ponad 50 km ścieżką biegnącą wzdłuż rzeki Han przecinającej stolicę Korei Płd. Choć nie mam wiedzy na temat ścieżek w innych częściach miasta lub ścisłym centrum, sama trasa nad rzeką zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wydaje się, że wszystko zostało zaplanowane i dobrze zgrane z otoczeniem. Ścieżka ciągnie się głównie wzdłuż autostrady, często pod nią, ale prawie nie odczuwa się obecności pojazdów, bo oddziela od nich szeroki pas zieleni. Słychać co najwyżej szum samochodów gdzieś w oddali. I - co chyba najważniejsze dla zapalonych rowerzystów czy wielbicieli jazdy na rolkach - jedzie się płynnie, bez przejść dla pieszych, świateł, czy konieczosci schodzenia z roweru. 
Dodatkowo wrażenie zrobiła na mnie doskonała infrastruktura piknikowo-rekreacyjna, której inne miasta nad rzeką (np. Warszawa) mogą pozazdrościć. Co kilka kilometrów, wzdłuż ścieżki, znajduje się park z ławeczkami, stolikami na piknik, oczywiście toalety, wodne źródełka z darmową pitną wodą.

Tu i ówdzie pojawia się także mały sklep typu 7 Eleven, dzięki któremu pikniku wcale nie trzeba planować i targać z domu. Sklepik sprzedaje gotowe dania do podgrzania. Ale gdzie je podgrzać?? W mikrofali wystawionej do użytku publicznego przed sklepem!! Tuż obok wystawiony jest duży czajnik z wodą, którą zalejemy … zupkę w proszku – jest w czym wybierać, bo takie zupki zajmują chyba połowę półek w sklepiku!

Nie ma w Korei lepszego sposobu na zwieńczenie takiego sympatycznego dnia jak skosztowanie kasztanowego makgeolli – orzeźwiającego wina ryżowego o mlecznej konsystencji.



Żaden dzień w Korei, czy to w ramach wycieczki weekendowej czy tylko przy okazji przesiadki, jak w tym przypadku, nie jest dniem straconym. Dokąd się przesiadałem i przed czym tam uciekałem napiszę wkrótce.

wtorek, 16 września 2014

W ostatni weekend obcowałem z naturą: góry, zielony las, wyśmienita kawa (naturalna!), kotki z lewej, kociaki z prawej, pośrodku przewijały się co chwilę pandy. Te ostatnie przede wszystkim zwizualizowane na gadżetach i np. skarpetkach w niezwykłe wzory, wystawione były na sprzedaż na każdym rogu ulicy.

Znowu spontanicznie, niemalże rok od ostatniej wizyty, udałem się na weekend do Seulu.

Któżby liczył godziny spędzone w powietrzu? Dla mnie to raczej inwestycja! Zwłaszcza, że po dotarciu do celu główną atrakcją był spacer (w klapkach) po parku narodowym Bukhansan – olbrzymim terenie zielonym na obrzeżach miasta, określanym często jako „płuca Seulu”. Wszyscy Koreańczycy, bez wyjątku, lansowali się w profesjonalnym sprzęcie trekkingowym. Klapek w takim miejscu powstydziłby się pewnie każdy, ale nie ja. Pragnienie dotlenienia się i poobcowania z naturą wygrało ten dylemat.

Energię po spacerze przywróciły koreańskie pierożki z wieprzowiną i kiszonką kimczi (Dwaeji Gogi & Kimchi Mandu).

Na deser … KOT! A raczej kotka, Hello Kitty – tak popularna w tej części świata, że doczekała się własnej sieci kawiarni. Zabrakło mi wymówek, więc postanowiłem sprawdzić co Hello Kitty Cafe ma w ofercie. Jak można się domyślać, dominują słodkości w kształcie tytułowej kotki, opatrzone – nie inaczej – charakterystyczną wstążką. I wszechobecny róż.

To teraz na przyszłość mam już wymówkę – zaliczyłem w życiu wizytę w Hello Kitty Cafe i drugi raz wybierać się tam nie muszę. Chyba, że w tak dobrym towarzystwie, jak ostatnio, eh …

 

Hello Kitty Cafe w Seulu (Hongik University)

 

Latte art Hello Kitty, Rare Cheesecake Hello Kitty i ... stół Hello Kitty



Bye bye Kitty, Hello ... Halloween!

sobota, 24 września 2011

Podobnie jak w zeszłych latach mieliśmy kilka dni wolnego w związku z końcem ramadanu. Takiej okazji oczywiście nie można było zmarnować, a wybór padł na odwiedzenie Korei Południowej.

Jeden dzień w samym Seulu wystarczył mi na odświeżenie wspomnień i odkrycie kilku nowych interesujących miejsc. Na przykład pewnej kawiarni (a są ich w Seulu chyba tysiące), w której zaserwowano mi kawę z mleczną pianką, z której spoglądał na mnie kotek, albo raczej kotka (biorąc pod uwagę, że akcja działa się w Azji można założyć z przekonaniem graniczącym z pewnością, że wzorowano się na Hello Kitty!).

Seul, Korea

Potem już czas na najważniejszą część wycieczki, czyli wyspę Dżedżu (Jeju!). Położona jest niecałą godzinę lotu na południe od Seulu i często określa się ją mianem „azjatyckich Hawajów” (określenie to funkcjonuje mimo, że wszyscy, włącznie z autochtonami, przyznają, że dużo w tym przesady). Swoją sławę wśród turystów (głównie Koreańczyków) zawdzięcza pięknym plażom, a także niezliczonym szlakom turystycznym prowadzącym wzdłuż pięknych wodospadów, górskich przepaści oraz pod szczyt wulkanu. Nie brakuje również innych atrakcji w postaci ogrodów botanicznych (bonsai!), torów gokartowych i muzeów, zwłaszcza muzeum seksu (sztuk dwa na jednej tylko wyspie!). Te ostatnie są wyjątkowo popularne wśród koreańskich nowożeńców (czy kogoś to dziwi?!), którzy na Dżedżu stanowią bodaj największą grupę turystów. Przewodniki turystyczne opisują tę wyspę jako przede wszystkim honeymoon destination. Swoją drogą trochę mnie zaskakuje to, że tak wiele par decyduje się spędzić tam miesiąc miodowy, bo żadne miejsce, do którego trafiłem, nie było w żaden sposób romantyczne. Co kraj, to obyczaj. Koniec końcow, bogatsi i bardziej romantyczni Koreańczycy wybierają na podróż poślubną amerykańskie Hawaje.

Jeju, Korea

Subtropikalny klimat i natura Dżedżu zauroczyły mnie. Góry, plaże, wszechobecne skały powulkaniczne, palmy – o tym już wspominałem. Przy okazji przejażdżki rowerem po rzadziej uczęszczanych drogach pośród łąk i pól uprawnych odkryłem coś, co pozwoliło się podwójnie zrelaksować - błogą ciszę o zapachu polskiego lasu iglastego. Inny kontynent, inna szerokość geograficzna, a tu jakby środek lipca na Kaszubach, równie palące słońce i te naturalne aromaty ulatniające się w powietrzu i chciwie przechwytywane przez moje nozdrza. Kaktusy rosnące wzdłuż brzegu pozwoliły przebudzić się z tego pięknego snu. Mimo wszystko, dla takiego widoku warto było się przebudzić. Podsumowując – pełen relaks i to przez trzy dni!

Jeju, Korea

Wycieczka bogata była również w doświadczenia lotnicze (czy mogło być inaczej?!), które są warte odnotowania. Oto pierwszy raz w życiu (prawdopodobnie i ostatni) miałem okazję lecieć Airbusem A300, czyli konstrukcją od której zaczęła się historia (i sukcesy) europejskiego producenta samolotów (a było to ponad 35 lat temu). Korean Air był pierwszym pozaeuropejskim użytkownikiem tego modelu i samoloty w odmłodzonej wersji A300-600 służą mu do dziś, głównie na trasach krajowych, takich jak Seul Gimpo-Jeju. Połączenia między tymi lotniskami zajmują drugie miejsce na świecie pod względem liczby oferowanych miejsc! W ciągu każdej godziny rejsów wykonywanych przez różne linie lotnicze jest tyle, że trudno się w tym zorientować spoglądając na tablicę odlotów (były rejsy tego samego przewoźnika pięć minut jeden po drugim, nie wspominając o konkurencji!)

Jeju, Korea

Wizytę na Dżedżu polecam wszystkim przybywającym do Korei, zwłaszcza tym, których nudzi zwiedzanie kolejnych świątyń albo inne standardowe punkty programu typu strefa zdemilitaryzowana, itp. A ponadto … można się przelecieć starym modelem samolotu, który niebawem trafi na złomowiska!

Więcej zdjęć na Picasa.

| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            


Doha by day

Doha by night