Wpisy z tagiem: Bliski Wschód
wtorek, 22 listopada 2011
Brzmi znajomo? Tak! Archaicznie? Nie dla nas, Polaków żyjących nad Zatoką Perską! Cały Katar obiegła ta wspaniała wiadomość dziś rano! Najprawdziwszy boczek, najprawdziwszą szynkę z wieprza, do tego kiełbasy, i żeberka, i jeszcze! Będzie można kupić, oficjalnie, w Katarze! Tym samym sprawdziły się plotki, które krążyły po Doha od dłuższego czasu. Sprzedaż wieprzowiny rozpoczęła się w naszym jedynym sklepie alkoholowym. Planowane jest również otwarcie drugiego sklepu monopolowo-wieprzowego (czyli będziemy mieli duopol!), a na jego lokalizację wybrano The Pearl, czyli ekskluzywne osiedle z wielopiętrowymi blokami zbudowane na sztucznej wyspie na północy Doha. Do zakupów uprawnieni są jedynie posiadacze licencji na alkohol, a o taką mogą ubiegać się jedynie niemuzułmanie, których zarobki mieszczą się powyżej określonego minimum. Reszcie pozostaje obejście się smakiem lub zakupy na czarnym rynku wieprzowiny. Tak, proszę państwa, czarny rynek wieprzowiny istniał w Katarze już wcześniej i teraz co najwyżej zmieni swoją postać, ale na pewno nie zniknie! * Wieść niesie, że w ciągu pierwszych czterech godzin sprzedano aż 10% kontenera wieprzowiny (na razie w ofercie jedynie trzy rodzaje kiełbas, wędzona szynka i bekon). * Salami i szynka parmeńska powinny pojawić się w ciągu 7-10 dni (cargo lotnicze :) * Obsługa sklepu uprzejmie prosi o cierpliwość w dostępie do lodówek, gdyż tłumy są niewyobrażalne i w związku z tym prosi o unikanie zakupów w najpopularniejsze dni tygodnia, czyli środy, czwartki i soboty.
piątek, 11 listopada 2011
Sziraz okazał się idealnym miejscem na spędzenie weekendu. Położony jest w prawie tej samej odległości od Doha, co Dubaj, a więc byliśmy na miejscu już po niecałej godzinie w powietrzu. Moje pierwsze wrażenia z Iranu opisałem szczegółowo już przy okazji weekendowego wypadu do Teheranu jakiś czas temu, tym razem moje impresje były podobne. W dużym skrócie – niezwykle przyjaźni ludzie, bogata kultura i pyszne jedzenie. Każdy kto przybywa do Szirazu ma w planach zwiedzanie – to właśnie w tej okolicy znajdują się ruiny starożytnego miasta Persów – Persepolis. Spodobałoby się chyba wszystkim, a nie tylko miłośnikom historii czy archeologii. Miasto to zostało założone przez Dariusza Wielkiego w 518 r. p.n.e., a rozbudowę kontynuowali kolejni władcy Persji i stało się jednym z najważniejszych ośrodków imperium perskiego. Potęga Persepolis skończyła się w momencie najazdu przez Rzymian dowodzonych ręką Aleksandra Wielkiego – plotka głosi, że decyzję o spaleniu miasta podjął w pijackim amoku, choć historycy udowodnili, że było to dobrze zaplanowane. Lokalne władze dbają, by potęgę Persepolis mogły nadal podziwiać przyszłe pokolenia. Mimo, że jest to jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych Iranu, liczba zwiedzających nie była powalająca, można było więc fotografować wszystko ze swobodą (takich warunków zwiedzania starożytnych ruin w Egipcie się nie uświadczy). W okolicy znajduje się jeszcze kilka innych stanowisk archeologicznych, ale nie robią już takiego wrażenia, jak Persepolis. Wśród nich są ruiny Pasargady (pełniącej funkcję stolicy Persji do czasu wybudowania Persepolis) oraz groby perskich władców, m.in. Cyrusa II Wielkiego, Dariusza Wielkiego i Kserksesa. Nie zabrakło również zwiedzania meczetu, zabytkowego bazaru (Bazar Vakeel, zarówno w wersji lokalnej, jak i dla turystów), był także spacer po ogrodach Eram (okazuje się, że dobrze pielęgnowanej zieleni jest w Szirazie całkiem sporo). Żadna wizyta w Iranie nie obędzie się bez skosztowania lokalnych przysmaków, a zwłaszcza grilowanego mięsa w postaci kebabów/szaszłyków, ryżu (tak smacznego ryżu nie jadłem nigdzie indziej!), a także dużej ilości surowej i grilowanej cebuli oraz pomidorów. Aż chce się wracać! Zdjęcia z Szirazu i Persepolis na picasa.
środa, 07 września 2011
Choć trudno Wam będzie w to uwierzyć, to wcale nie jest prima aprilis. Katarski rząd ogłosił właśnie wzrost wynagrodzeń obywateli Kataru pracujących w służbach państwowych o 60%. Podwyżka pensji dla oficerów wojskowych wyniesie 120%, a dla wojskowych w stopniach szeregowych 50% (w każdym przypadku mowa o wynagrodzeniu zasadniczym oraz dodatkach socjalnych). Emerytowani pracownicy służb cywilnych również będą mogli cieszyć się wzrostem w wysokości 60%. Wzrost wynagrodzenia zasadniczego i dodatków socjalnych będzie kosztował katarski budżet 10 mld rijali katarskich (ok. 2,7 mld USD), kolejne 20 mld rijali rząd przekaże na rzecz funduszu emerytalnego. Tyle suchej informacji prasowej. Podkreślić pragnę, że podwyżka dotyczy jedynie obywateli z paszportem katarskim (zatrudniani są na oddzielnych zasadach), a nie pracowników najemnych, takich, jak ja. Plotka niesie, że jednym z powodów wzrostu wynagrodzeń - poza najzwyklejszą w świecie „nadwyżką budżetową” – jest chęć podkreślenia różnic (ekonomicznych) między rodowitymi Katarczykami a napływową siłą roboczą. Coraz częściej bowiem było słychać głosy wśród obywateli Kataru, którzy narzekali na pogarszającą sytuację materialną i wypieranie ich z rynku pracy przez specjalistów z zagranicy. Czy to plotka, czy nie, trzeba przyznać, że posunięcie ma nawet sens. A my, drobni ciułacze, już teraz zaczynamy obawiać się podwyżek cen żywności i innych towarów. Lokalni handlowcy byliby głupi gdyby z takiej okazji nie skorzystali.
Swoją drogą – jestem z siebie dumny, bo nie użyłem ani jednego wykrzyknika przy przekazywaniu Wam tej wiadomości. A kusiło mnie, oj kusiło …
czwartek, 31 marca 2011
Nie ma co ukrywać, że nasze pojęcie egzotyki jest dość wypaczone - weekend w Bieszczadach to niemalże szczyt marzeń. Naprawdę! Wracamy do rzeczywistości. Przed nami dwa i pół dnia wolnego. Trzeba by je dobrze wykorzystać. W Libanie już byliśmy. Super sprawa, ale – wierzcie lub nie - mało oryginalna z perspektywy Kataru. A co, jeśli doprawić to szczyptą białego szaleństwa? Narty w Libanie? – to dopiero brzmi egzotycznie! No to lecim! Gdzie jak gdzie, ale na stokach narciarskich w Libanie Polaków się nie spodziewaliśmy - miało być przecież oryginalnie! I tu niespodzianka – zanim jeszcze założyliśmy narty natknęliśmy się na grupkę młodych górali z … Zakopanego. Na pytanie o to, co robią w Libanie otrzymaliśmy z pozoru wymijającą odpowiedź. - A, filmy kręcimy. Daliśmy wiary dopiero, gdy zobaczyliśmy ich sprzęt – kamery wmontowane w kaski, jakieś dziwne kombinezony, paralotnie i inne takie takie. Odebrało mi mowę... Napotkana innym razem polska rodzina z dziećmi nie zrobiła na nas już takiego wrażenia, ale pozwoliła sobie uzmysłowić, że nie tylko my potrzebujemy egzotyki. Może to i dobrze? Libańczycy szczycą się, że ich kraj jest wyjątkowy pod wieloma względami. To bodaj jedyne miejsce na świecie, gdzie dzień można zacząć od wylegiwania się na plaży i kąpieli w morzu, a następnie - po zaledwie pół godziny drogi – szaleć na nartach wysoko w górach (mowa o stokach z naturalnym śniegiem rzecz jasna). Zainteresowani takimi atrakcjami niech się śpieszą – wakacje na plaży i na nartach jednocześnie możliwe są tylko na wiosnę, czyli teraz, i to nie w każdym sezonie. Kurort Mzaar położony jest na ok. 2000 m n.p.m., dojazd z lotniska w Bejrucie zajmuje bez korków niecałą godzinę. Warto się tam wybrać również dla widoków – przy dobrej pogodzie widać oddalone o kilkanaście kilometrów Morze Śródziemne. Do wyboru jest masa pensjonatów i hoteli, nie wyłączając obiektu pięciogwiazdkowego z logo Intercontinental. Przyjemnym zaskoczeniem były dla nas ceny, zwłaszcza jedzenia i wypożyczenia sprzętu (10$ za dzień!). Ceny wyciągów oscylują wokół średniej alpejskiej, co jest do zaakceptowania, bo wybór tras jest nienajgorszy. Polecam wszystkim tym, których nie bawi już kolejny wypad w Alpy. Przelot do Bejrutu kosztuje nieco więcej niż wypad samochodem do Austrii czy Włoch - to fakt, ale zasmakowanie w odrobinie egzotyki może być tego warte (również w sensie dosłownym – kuchnia libańska jest warta grzechu!).
poniedziałek, 28 lutego 2011
Przepraszam za długą nieobecność - wyraźnie brakuje mi weny ostatnio. To nie tak, że nie ma o czym pisać. Bynajmniej! Nie tak dawno był w Katarze tenis męski (i powracające jak bumerang hasło ‘sezon [tenisowy] zaczyna się w Doha’), wczoraj na stadionie im. Chalify w Doha odbyły się finały tenisa kobiecego (w postaci ‘Qatar Ladies Open’). Z kolei zeszłej jesieni ponownie mieliśmy drużynowe mistrzostwa w siatkówkę, w których bełchatowska Skra po raz kolejny przegrała finał z włoskim Trentino. Ale rutyna! Z pozostałych niusów - Mundial w Katarze co prawda dopiero w 2022 roku, ale jego perspektywę zakrył w międzyczasie cień kompromitacji, do której doszło w zeszłym miesiącu podczas finału Pucharu Azji (chyba przemilczano to w polskich mediach, więc wspomnę tylko, że na stadion, na którym odbywał się mecz, nie wpuszczono tysięcy kibiców z wykupionymi biletami; przy całkowitym braku profesjonalizmu sił porządkowych do zamieszek nie doszło tylko dlatego, że rozwścieczony tłum się poddał, co należy uznać za ewenement w skali światowej albo i cud, szczególy na portalu telewizji Al Jazeera). Można by tak w nieskończoność. Zahaczyłem powyżej tylko o kwestie sportowe (bo najbardziej w tym kontekście Katar stara się pokazywać w światowych mediach ostatnio), a ileż innych ciekawych rzeczy dzieje się w Doha i okolicach!? Nowe centra handlowe, nowe dzielnice, nowe drogi prowadzące nierzadko donikąd. Lokalne absurdy coraz rzadziej zadziwiają. Nie zaskakuje również nowy aquapark, w którym zakazano paradować w bikini i który zamknięto na zimę (zimą im za zimno, a latem? – też pewnie zamkną bo będzie za gorąco!). Nowe są też destynacje Qatar Airways, przy czym tu też stara rutyna, bo Warszawa omijana jest już najwyraźniej z przyzwyczajenia (chyba że na wysokości przelotowej). Nic dziwnego, że po prawie czterech latach (tak, Drodzy Czytelnicy, czas leci!) prawie całkowita powtarzalność tych wszystkich wydarzeń wydaje się oczywista i zaczyna niemalże boleć. Na myśl przychodzą mi Chłopi Reymonta – tam życie wiejskie regulowały pory roku; w naszym pustynnym klimacie cykl lato-zima ma niemniejsze znaczenie. W kategorii opisywania cykliczności zdarzeń wolałbym z Reymontem (bądź co bądź laureatem Nagrody Nobla) nie konkurować. Niniejszym w kwestii niusów z życia mieszkańców najbogatszego kraju na świecie oddaję pola innym polsko-katarskim blogerom a zwłaszcza Olenie, która według mnie nie ma sobie równych. Bez obaw - moja aktywność na tym blogu nie zanika. Chciałbym się skupić na relacjach z podróży, a więc od teraz dominować będzie kategoria ‘Globtroter’. Wpisów będzie trochę mniej, ale obiecuję, że z jakością nie będzie gorzej. W pamięci podręcznej mam dwie wyprawy, które czekają na oficjalne podsumowanie. Szczegółów na razie nie zdradzam. Cierpliwości! |
Archiwum
Zakładki:
+ Księga gości
+ Tytułem wstępu...
Autoreklama - Qatar Airways
Blogi które czytuję
Ciekawe? Polecane?
Doha - pogoda
O Katarze
Tagi
|