Szaleństwo, spełnianie marzeń i wielka przygoda. Podróże i życie codzienne na egzotycznej emigracji w Katarze.

Wpisy z tagiem: ZEA

środa, 20 stycznia 2016

Opcji na spędzenie Sylwestra jest nad Zatoką Perską wiele, m.in.:

  1. Można go najzwyczajniej w świecie przespać (sprawdziłem i polecam)
  2. Domówka u znajomych lub nieznajomych (obie sprawdziłem, obie polecam, choć z pewnymi zastrzeżeniami)
  3. Pójść do jednego z klubów w pięciogwiazdkowych hotelach i za horrendalną opłatę wstępną bawić się w tłumie obcych i/lub znajomych (nie sprawdziłem i sprawdzać nie zamierzam)
  4. Spacer, szisza i o północy stuknięcie się np. kanapką typu shawarma, np. na Starym Suku w Doha (sprawdziłem w 2007 i polecam)
  5. Polecieć do Dubaju (właśnie sprawdziłem, czy polecam?)
  6. ??

Dubaj chyba już na dobre dołączył do ekskluzywnej listy miejsc, w których spędzenie sylwestrowego wieczoru jest modne, a niejeden pewnie wrzucił takie doświadczenie na osobiste bucket list. Fajerwerki wypuszczane z najwyższego budynku świata – Burj Khalifa – z natury rzeczy nie mają sobie równych.

Wedle szacunków pokazy oglądał milion widzów – niektórzy z okien licznych drapaczy chmur, inni z samochodu – niekoniecznie z własnej woli, bo miasto było tragicznie zakorkowane przez niemal cały wieczór i noc. My dotarliśmy na miejsce transportem publicznym (samolot + metro) i po krótkim spacerze z butelkami coli (+whisky) w ręku wybraliśmy miejscówkę na wiadukcie z dala od dzikich tłumów. Stąd oglądaliśmy legendarny już pokaz fajerwerków, który na samym Burdżu Khalify trwał 6-7 minut (potem kontynuowano w dwu innych lokalizacjach) i rzeczywiście był spektakularny, choć muszę przyznać, że wokół zabrakło prawdziwie sylwestrowej atmosfery.

Fajerwerki na Burdż Khalifa. W lewym dolnym rogu płonie budynek Hotelu The Address Downtown Dubai

Nie obyło się bez efektów specjalnych – kilkaset metrów dalej ogień trawił 63-piętrowy budynek hotelu. Trąbiły o tym światowe media… Mimo, że oglądaliśmy ten dramat na własne oczy trudno nam było uwierzyć w całą tę sytuację. Tak więc zamiast huku fajerwerków najsilniejszym wspomnieniem tamtej nocy były dla mnie syreny karetek i straży pożarnej kursujących w obu kierunkach Sheikh Zayed Road przez całą noc. Brzmiały mi w uszach przez kolejnych kilka dni.

Podsumowując – noc sylwestrowa w Dubaju daje radę, ale na imprezę publiczną w stylu Sylwestra z Polsatem itp. bym nie liczył. Biorąc pod uwagę horrendalne ceny pokojów hotelowych w tym okresie (o ryzyku pożaru nie wspominając …), wycieczka typu tam i z powrotem w 12 godz., czyli bez noclegu, jest warta polecenia. No właśnie – chyba jeszcze nie wyjaśniłem, że już o piątej rano w Nowy Rok, czyli 12 godzin po logistycznych przygodach przy wylocie szczegółowo opisanych w poprzednim wpisie, lądowaliśmy z powrotem w Doha. Sam powrót był oczywiście mniej spektakularny niż wyjazd - po całej nocy na nogach wszystkim członkom ekipy brakowało energii, jak na sylwestrową noc przystało; nie zabrakło natomiast paliwa, by dojechać z lotniska na najbliższą stację. Pełen sukces! Będzie o czym wnukom opowiadać!!!



piątek, 15 stycznia 2010

I znowu przychodzi mi pisać w temacie rzeczy bezcennych i kart płatniczych.

Burj Khalifa czyli Burj Dubai

Zwiedzanie – 30$

Koszt budowy – 1,5 mld $

Wsparcie od zamożniejszych sąsiadów z Abu Zabi – 10 mld $

Zmiana nazwy ikony Dubaju na Wieża Chalify – bezcenne!

Są rzeczy, których nawet twoja rodzina nie może kupić. Za całą resztę zapłaci Narodowy Bank Abu Zabi.

 

Otwarty kilkanaście dni temu najwyższy budynek świata, o którym głośno było już w fazie projektowej, znany i reklamowany dotąd (znaczy przez wiele lat!) jako Burj Dubai (Wieża Dubaju), został w ostatniej chwili przemianowany na Burj Khalifa (Wieża Chalify, z wdzięczności wobec prezydenta ZEA, szejka Chalify bin Zaida an-Nahajana). Fakt ten musiałem sprawdzić w kilku źródłach, zanim przestałem traktować tę wiadomość jako żart.

Mamy oto do czynienia ze szczytem absurdu, nawet jak na standardy obowiązujące nad Zatoką Perską. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Trudno o lepszy przykład!

Relacja z otwarcia Burj Khalifa na blogu Ciekawej Świata. Polecam!

środa, 16 stycznia 2008

Lub jak kto woli – Abu Dhabi. W każdym razie stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tym razem wycieczka była jednodniowa, a z Doha leci się całe 13 minut dłużej niż do Bahrajnu.

Jedno z ciekawszych miast w okolicy, choć ostatnio jego sława jest coraz bardziej przytłumiona przez nieodległy Dubaj. Nawet po wpisaniu Abu Dhabi w wyszukiwarkę Google – pojawiają się obrazki z Dubaju.

Meczet w centrum Abu Zabi

Miasto położone jest na wyspie w kształcie litery T. Krajobraz miejski przypomina (podobno) Hong Kong z tą różnicą, że jest tu więcej przestrzeni – spore odległości między budynkami, bardzo szerokie ulice, liczne parki. Poza tym wszędzie jest niewyobrażalnie zielono. Trawa, krzaczki, drzewa (nie tylko palmy!!) No i czysto.

Abu Dhabi = palmy, fontanny i nieskazitelna czystość chodnika

 

Miasto o wiele spokojniejsze od Dubaju, ale jednocześnie nie brakuje mu rozrywek wszelkiego rodzaju (od zbliżającego się koncertu Eltona Johna w najbliższy weekend po knajpy i dyskoteki).

Nie brakuje mu również luksusów podobnych do tych w Dubaju lub wręcz je przewyższających. Choć trudno to sobie wyobrazić, to właśnie w Abu Dhabi w 2005 roku powstał hotel jeszcze bardziej luksusowy od Burj Al Arab w Dubaju, o którym już wcześniej pisałem. Emirates Palace, bo o nim mowa, jest absolutnie najbardziej luksusowym hotelem świata – choć oficjalnie przyznano mu „tylko” pięć gwiazdek, dla celów marketingowych mówi się o siedmiu gwiazdkach…

 

Emirates Palace

 

Koszt budowy – jedyne 3 miliardy dolarów (czyli każda jego gwiazdka kosztowała mniej niż pół miliona dolarów). Zaliczany jest też do największych hoteli świata – posiada 302 pokoje pełne luksusu i 92 apartamenty, a każdemu z gości przydzielany jest osobisty kamerdyner. O cenach za pokój nie mam pojęcia, ale łatwo sobie je wyobrazić…

W Abu Dhabi napotkaliśmy tylko na jeden problem – brakowało nam miejsca, gdzie można by zapalić sziszę – miejsca podobnego do dohowego Souq Waqif czyli starego rynku. W końcu w beznadziei wylądowaliśmy na parkingu pod Carreefourem i Ikeą. Nagle poczuliśmy zapach fajki wodnej, dość intensywny - jabłkowy, i tylko dzięki niemu, krok po kroku, udało nam się trafić do szisza baru ukrytego między budynkami. Czy to już jest uzależnienie, że mój nos jest w stanie zwęszyć sziszę w tak trudnych okolicznościach?

Wydaje mi się, że nawet mógłbym w Abu Dhabi mieszkać. Chyba byłoby nawet przyjemniej, niż w Doha, która z dnia na dzień okazuje się coraz większą wiochą. Zwłaszcza, gdy zaczyna padać deszcz. Ale o tym to już następnym razem.

| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        


Doha by day

Doha by night